Izrael, Stare Przymierze i jedyność zbawienia w Jezusie Chrystusie
Pytanie o miejsce Izraela w historii zbawienia należy do tych zagadnień, w których chrześcijańska teologia szczególnie łatwo może utracić właściwe proporcje. Z jednej strony istnieje realne niebezpieczeństwo powrotu do języka pogardy, zbiorowego oskarżenia Żydów, teologii odrzucenia oraz historycznie skompromitowanych form antyjudaizmu. Z drugiej strony pojawia się dzisiaj tendencja przeciwna, polegająca na takim łagodzeniu chrześcijańskich twierdzeń o Jezusie Chrystusie, aby nie naruszały one religijnej autonomii judaizmu. W pierwszym przypadku zostaje zraniona prawda o godności człowieka, Bożej wierności i rzeczywistych żydowskich korzeniach chrześcijaństwa. W drugim zagrożone zostaje samo centrum chrześcijańskiego wyznania, ponieważ Jezus Chrystus zaczyna być przedstawiany nie jako jedyny i powszechny Zbawiciel, lecz jako droga zbawienia właściwa jedynie chrześcijanom. Odpowiedzialna teologia nie może przyjąć żadnego z tych rozwiązań. Nie może budować chrześcijańskiej tożsamości na pogardzie wobec Żydów, ale również nie może w imię dialogu przemilczeć tego, co Nowy Testament mówi o jedyności zbawczego pośrednictwa Chrystusa.
Dlatego punktem wyjścia tej refleksji nie może być współczesna polityka, pamięć historyczna, dialog międzyreligijny ani nawet pytanie o status judaizmu. Wszystkie te zagadnienia są ważne, lecz z perspektywy chrześcijańskiej mają charakter wtórny. Pierwszym pytaniem musi pozostać pytanie o Jezusa Chrystusa. Jeżeli Jezus z Nazaretu jest jedynie wybitnym nauczylem religijnym, prorokiem Izraela lub założycielem chrześcijańskiej tradycji duchowej, można traktować chrześcijaństwo i judaizm jako dwie równoległe drogi religijne, które w różny sposób odnoszą się do tego samego dziedzictwa. Chrześcijaństwo od początku nie wyznaje jednak takiego rozumienia Jezusa. Nowy Testament przedstawia Go jako wcielone Słowo Boga, Syna, przez którego Bóg przemówił w sposób ostateczny, Pana, któremu powierzony został sąd, Zbawiciela świata i jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi. Cała późniejsza chrystologia Kościoła wyrasta właśnie z tego apostolskiego świadectwa.
W tym miejscu nie można pozostawić miejsca na dwuznaczność. Pierwszy List do Tymoteusza stwierdza, że jeden jest Bóg oraz jeden Pośrednik między Bogiem a ludźmi, Jezus Chrystus (1 Tm 2,5). Dzieje Apostolskie oznajmiają, że poza Nim nie ma zbawienia i że nie dano ludziom pod niebem innego imienia, w którym mogliby być zbawieni (Dz 4,12). Ewangelia Janowa przedstawia Chrystusa jako drogę prowadzącą do Ojca (J 14,6), a Pierwszy List Jana wiąże posiadanie życia z posiadaniem Syna oraz wyznanie Ojca z wyznaniem Syna (1 J 2,23; 5,11 do 12). Teksty te nie mówią o Chrystusie jako o Zbawicielu jednego narodu, jednej kultury czy jednej religijnej wspólnoty. Posługują się kategoriami uniwersalnymi. Jeżeli więc chrześcijańska teologia przyjmuje ich świadectwo jako normatywne, nie może równocześnie ustanowić części ludzkości, dla której zbawcze pośrednictwo Chrystusa byłoby z zasady niepotrzebne.
Z tego powodu należy wyraźnie odrzucić teorię dwóch równoległych dróg zbawienia, według której chrześcijanie zostają zbawieni przez Jezusa Chrystusa, natomiast Żydzi przez trwanie przy przymierzu mojżeszowym niezależnie od Chrystusa. Taka koncepcja może być motywowana pragnieniem szacunku wobec judaizmu, jednak jej konsekwencje chrystologiczne są poważne. Jeśli istnieje skuteczna droga zbawienia, dla której Wcielenie, Krzyż i Zmartwychwstanie nie są konieczne, wówczas Chrystus przestaje być powszechnym Pośrednikiem. Jeżeli Prawo lub przynależność do Izraela stanowią samodzielną podstawę zbawienia, apostolskie twierdzenia o usprawiedliwieniu, Nowym Przymierzu i powszechnym znaczeniu śmierci Chrystusa wymagają zasadniczego przeformułowania. Nowy Testament takiego przeformułowania nie dokonuje. Przeciwnie, Paweł przeciwstawia usprawiedliwienie przez wiarę w Chrystusa przekonaniu o usprawiedliwieniu przez uczynki Prawa i czyni to bez ustanawiania odmiennej reguły dla Żydów i dla pogan (por. Rz 3,20 do 30; Ga 2,15 do 21).
Trzeba w tym miejscu dokonać zasadniczego rozróżnienia. Czym innym jest twierdzenie, że każde zbawienie ma swoje źródło w Jezusie Chrystusie, a czym innym twierdzenie, że człowiek może zostać zbawiony wyłącznie wtedy, gdy posiada pełną historyczną i intelektualną znajomość osoby Chrystusa. Pierwsze twierdzenie należy do centrum chrześcijańskiej soteriologii. Drugie wymaga znacznie bardziej złożonej refleksji nad działaniem łaski, ludzką odpowiedzialnością, poznaniem, sumieniem i sądem Bożym. Chrześcijaństwo może więc pozostawić Bogu ocenę konkretnego człowieka i sposób działania łaski wobec niego, lecz nie może pozostawić otwartym pytania o źródło zbawienia. Jeżeli człowiek zostaje zbawiony, zostaje zbawiony dzięki dziełu Boga dokonującemu się w Jezusie Chrystusie. Tajemnicą może pozostawać sposób uczestnictwa konkretnej osoby w tej łasce, ale nie tożsamość Zbawiciela.
To rozróżnienie jest szczególnie ważne w odniesieniu do judaizmu. Przynależność do narodu żydowskiego nie jest w chrześcijańskiej soteriologii ani podstawą potępienia, ani automatyczną podstawą zbawienia. Nowy Testament nie pozwala na żadną z tych skrajności. Pochodzenie etniczne nie unieważnia możliwości działania Bożej łaski, ale również nie zastępuje zbawczego pośrednictwa Chrystusa. Paweł, sam będący Izraelitą, wyraźnie rozróżnia przynależność cielesną i rzeczywistość Bożej obietnicy, kiedy stwierdza, że nie wszyscy, którzy pochodzą od Izraela, są Izraelem w znaczeniu jego argumentacji o obietnicy (Rz 9,6). Nie daje to chrześcijanom prawa do pogardy wobec Żydów, lecz odbiera podstawę każdej koncepcji, według której samo pochodzenie etniczne miałoby zapewniać zbawczą uprzywilejowaną pozycję niezależnie od Chrystusa.
Nie oznacza to, że historia Izraela zostaje w chrześcijaństwie unieważniona. Takie stanowisko byłoby równie błędne. Jezus Chrystus nie pojawia się poza historią Izraela, lecz w jej wnętrzu. Jest potomkiem Abrahama i Dawida według ciała. Maryja, Apostołowie oraz pierwsza wspólnota uczniów należą do Izraela. Stary Testament pozostaje częścią chrześcijańskiego Pisma Świętego. Bez historii Abrahama, Wyjścia, Paschy, Prawa, ofiary, kapłaństwa, świątyni, królestwa Dawida i proroctw nie można w pełni zrozumieć języka Nowego Testamentu. Chrześcijaństwo nie może więc przyjąć marcjońskiej wizji, w której objawienie Chrystusa oznacza odrzucenie Boga i Pism Izraela. Jeden Bóg jest autorem jednej historii zbawienia.
Jedność historii zbawienia nie oznacza jednak niezmienności jej kolejnych etapów. Jezus mówi, że nie przyszedł znieść Prawa i Proroków, lecz je wypełnić (Mt 5,17). Chrześcijańskie pojęcie wypełnienia nie oznacza pogardy wobec wcześniejszej historii, lecz nie pozwala również traktować jej tak, jak gdyby Chrystus niczego istotnego nie zmienił. Obietnica i wypełnienie nie są identyczne. Zapowiedź Nowego Przymierza zawarta już w Jr 31,31 do 34 zakłada nadejście rzeczywistości nowej. Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy odnosi tę rzeczywistość do własnej krwi, mówiąc o Nowym Przymierzu w swojej Krwi (Łk 22,20; 1 Kor 11,25). Nowe Przymierze nie jest zatem chrześcijańskim dodatkiem powstałym przeciwko Izraelowi. Jego zapowiedź pochodzi z samej historii prorockiej Izraela, a chrześcijaństwo rozpoznaje jej wypełnienie w śmierci Jezusa.
Szczególnie jednoznaczny pozostaje w tym względzie List do Hebrajczyków. Jego autor rozwija argumentację dotyczącą nowego kapłaństwa, nowej ofiary i lepszego przymierza, którego Pośrednikiem jest Chrystus. Przywołując proroctwo Jeremiasza, pisze, że mówiąc o przymierzu nowym, pierwsze zostało określone jako przestarzałe (Hbr 8,13). Zdanie to wymaga właściwego rozumienia. Nie upoważnia do twierdzenia, że Bóg unieważnił całą historię Izraela, że Stary Testament utracił wartość albo że wszystkie wcześniejsze obietnice stały się kłamstwem. Nie pozwala jednak również zachować dawnego porządku kultu, ofiary i pośrednictwa jako równoległej ekonomii zbawczej istniejącej obok ofiary Chrystusa. Cała argumentacja Hbr 7 do 10 zmierza w przeciwnym kierunku: jednorazowa ofiara Chrystusa posiada skuteczność, której dawne ofiary nie posiadały same z siebie.
Dlatego formuła mówiąca po prostu, że „Stare Przymierze nadal prowadzi do zbawienia”, powinna zostać porzucona jako nieprecyzyjna. Jeżeli przez to zdanie rozumie się, że Stary Testament jest nadal Słowem Bożym, że Boża historia z Izraelem nie była pomyłką, że obietnice patriarchalne posiadają trwałe znaczenie, a Kościół nie może odciąć się od swojego biblijnego korzenia, zawiera ono prawdziwe elementy. Jeżeli jednak rozumie się je jako stwierdzenie, że religijny porządek istniejący bez uznania Jezusa Chrystusa pozostaje samodzielną i wystarczającą drogą usprawiedliwienia oraz zbawienia, wówczas z perspektywy Nowego Testamentu teza taka staje się nie do utrzymania. Nie dlatego, że chrześcijaństwo musi przeciwstawiać się Żydom, lecz dlatego, że nie może przeciwstawić sobie własnych twierdzeń o Chrystusie.
Bardzo mocnym argumentem jest tu praktyka pierwszego Kościoła. Pierwsze apostolskie przepowiadanie po Zmartwychwstaniu nie jest skierowane przede wszystkim do pogan, lecz do Żydów. Piotr w Jerozolimie głosi śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa i wzywa swoich słuchaczy do nawrócenia oraz chrztu w Jego imię (Dz 2,22 do 41). Nie mówi, że jako potomkowie Abrahama posiadają już wystarczającą drogę zbawczą i dlatego wezwanie Ewangelii ich nie dotyczy. Paweł w swojej działalności misyjnej wielokrotnie rozpoczyna od synagogi. Rz 1,16 opisuje Ewangelię jako moc Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka. Struktura tego zdania jest trudna do pogodzenia z teorią, według której Ewangelia miałaby być zbawczo konieczna dla pogan, lecz nie dla Żydów.
Jeszcze mocniej ujawnia się to w Rz 10. Paweł rozpoczyna ten fragment wyznaniem, że pragnie zbawienia swoich rodaków i modli się za nich do Boga (Rz 10,1). Gdyby samo pozostawanie przy dotychczasowej ekonomii Prawa stanowiło pełną drogę zbawienia, zdanie to traciłoby znaczną część swojego teologicznego ciężaru. Apostoł następnie przeciwstawia próbę ustanowienia własnej sprawiedliwości sprawiedliwości pochodzącej od Boga oraz prowadzi argumentację do wyznania Jezusa jako Pana. Nie należy używać tych tekstów jako narzędzia przeciwko Żydom. Trzeba jednak pozwolić im mówić to, co rzeczywiście mówią. Paweł nie uznaje niewiary w Chrystusa za alternatywną postać tej samej zbawczej wiary.
Jednocześnie List do Rzymian nie pozwala przejść od tej prawdy do teorii całkowitego odrzucenia Izraela. W Rz 11 Paweł pyta, czy Bóg odrzucił swój lud, i odpowiada zdecydowanie przecząco. Później stwierdza, że z punktu widzenia wybrania Izraelici pozostają umiłowani ze względu na praojców, ponieważ dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne (Rz 11,28 do 29). Tekst ten stanowi rzeczywistą granicę dla chrześcijańskiej teologii. Nie wolno głosić, że Bóg okazał się niewierny Abrahamowi, że historia Izraela została po prostu anulowana albo że naród żydowski można opisać jako przeklęty i pozbawiony miejsca w Bożym zamyśle. Ale z Rz 11,29 nie wynika, że pochodzenie od patriarchów lub zachowywanie Prawa stanowi odrębne źródło zbawienia. Paweł, który napisał Rz 11,29, jest tym samym Pawłem, który napisał Rz 10,1. Te dwa teksty trzeba utrzymać razem.
Metafora drzewa oliwnego jeszcze wyraźniej ukazuje strukturę jego myślenia. Paweł nie przedstawia dwóch drzew, jednego dla Izraela i drugiego dla narodów. Poganie zostają wszczepieni w istniejący korzeń i właśnie dlatego Apostoł zakazuje im wynoszenia się ponad gałęzie. Jednocześnie mówi o niektórych gałęziach jako odłamanych z powodu niewiary oraz o możliwości ich ponownego wszczepienia przez Boga (Rz 11,17 do 24). W świetle samej metafory trudno mówić o dwóch równoległych i równie kompletnych ekonomiach zbawienia. Jest jeden Boży plan, jeden korzeń i jedna ostateczna łaska Boga, wobec której zarówno Żyd, jak i poganin pozostają zależni od miłosierdzia.
Szczególnej ostrożności wymaga zdanie „i tak cały Izrael będzie zbawiony” z Rz 11,26. W historii egzegezy proponowano różne rozumienia określenia „cały Izrael”, a spór ten nie został zakończony. Dlatego tekstu nie wolno zamieniać w prostą formułę automatycznego zbawienia wszystkich Żydów niezależnie od Chrystusa, podobnie jak nie należy go usuwać z teologii dlatego, że jest trudny. Kontekst całych rozdziałów 9 do 11 wskazuje na nadzieję zakorzenioną w wierności i miłosierdziu Boga. Nie daje jednak podstawy do ustanowienia innego Zbawiciela. Paweł kończy swoją argumentację doksologią wobec niezgłębionych dróg Boga, a nie opisem technicznego mechanizmu odrębnego zbawienia Izraela.
W tym sensie chrześcijanin może uczciwie powiedzieć, że nie zna w pełni sposobu, w jaki eschatologiczne zamierzenie Boga wobec Izraela zostanie zrealizowane. Nie może natomiast powiedzieć, że nie wie, przez kogo dokonuje się zbawienie. Nowy Testament odpowiada na to pytanie jednoznacznie. Nie znamy wszystkich dróg działania łaski, ale znamy źródło łaski. Nie znamy wszystkich sposobów, w jakie Bóg osądza ludzkie sumienie, ale chrześcijaństwo zna Tego, którego wyznaje jako Zbawiciela świata. Tajemnica nie może być używana do unieważnienia dogmatycznego centrum wiary.
Należy więc bardzo precyzyjnie odróżnić Boże wybranie od zbawienia. Wybranie Izraela należy do historii Bożego działania i nie może zostać sprowadzone do błędu lub przypadku. Nie oznacza ono jednak automatycznego usprawiedliwienia każdego członka narodu ani samowystarczalności religijnego systemu. Już Stary Testament nie traktuje wybrania jako moralnego lub zbawczego automatyzmu. Prorocy wielokrotnie sprzeciwiają się przekonaniu, że sama przynależność do Izraela, posiadanie świątyni lub znajomość Prawa zapewniają bezpieczeństwo niezależnie od odpowiedzi człowieka na Boga. Amos interpretuje szczególne poznanie Izraela przez Boga jako podstawę większej odpowiedzialności, nie mniejszej. Jeremiasz rozbija złudzenie, że sama obecność świątyni może zastąpić sprawiedliwość i wierność. Chrystus i Apostołowie kontynuują tę samą krytykę religijnego automatyzmu.
Z tego względu chrześcijańskie stanowisko wobec judaizmu nie powinno być konstruowane wokół pojęcia uprzywilejowania. Judaizm pozostaje historycznie i teologicznie szczególnym rozmówcą chrześcijaństwa dlatego, że oba wyrastają z Pism i historii Izraela, ale szczególność tej relacji nie może zostać przełożona na tezę o zbawieniu poza Chrystusem. Judaizm rabiniczny nie uznaje Jezusa za Mesjasza, wcielonego Syna Bożego i Pana. Jest to zasadnicza różnica doktrynalna, a nie drobna rozbieżność interpretacyjna. Chrześcijanin nie musi jej łagodzić ani udawać, że nie ma znaczenia. Jeżeli Jezus jest tym, za kogo wyznaje Go Kościół apostolski, stosunek do Jego osoby dotyczy samego centrum objawienia.
Zarazem twierdzenie to nie daje chrześcijaninowi żadnego prawa do poniżania Żyda jako człowieka. Polemika teologiczna dotyczy prawdziwości twierdzeń religijnych, a nie wartości osoby. Antysemityzm, odpowiedzialność zbiorowa i pogarda etniczna pozostają nie tylko moralnie niedopuszczalne, lecz również teologicznie sprzeczne z chrześcijaństwem. Jezus według ciała pochodzi z Izraela, Apostołowie są Żydami, a Paweł zabrania chrześcijanom pochodzącym z narodów wynoszenia się nad korzeń. Stanowczość doktrynalna i szacunek dla osoby nie są przeciwieństwami. Chrześcijanin może uważać judaistyczne odrzucenie mesjańskiej i Boskiej tożsamości Jezusa za teologicznie błędne, nie mając prawa uczynić z tego powodu Żyda przedmiotem wrogości.
Warto również odrzucić jeszcze jedno uproszczenie. Dzisiejszy judaizm rabiniczny nie jest po prostu niezmienionym Starym Testamentem. Po zburzeniu Drugiej Świątyni judaizm rozwijał własną interpretację Pisma, prawo, liturgię, tradycję rabiniczną i struktury życia religijnego. Chrześcijaństwo również przeszło własny historyczny rozwój, lecz jego podstawowym twierdzeniem pozostało przekonanie, że Jezus Chrystus jest wypełnieniem obietnic oraz ostatecznym kluczem do historii zbawienia. Dlatego nie należy utożsamiać współczesnego judaizmu z całym starotestamentalnym Izraelem ani mówić o nim tak, jak gdyby reprezentował po prostu niezmienioną ekonomię religijną istniejącą przed Chrystusem.
Równie konieczne jest odróżnienie Izraela biblijnego, narodu żydowskiego oraz współczesnego państwa Izrael. Są to rzeczywistości historycznie powiązane, lecz teologicznie i politycznie nietożsame. Współczesne państwo nie staje się podmiotem Objawienia dlatego, że nosi nazwę Izrael. Jego rząd, parlament, armia i konkretne decyzje polityczne nie posiadają z tego powodu sankcji biblijnej. Chrześcijaństwo nie ma podstaw, aby każdą decyzję współczesnego państwa odczytywać jako wypełnienie obietnicy lub działanie posiadające szczególną moralną legitymizację. Biblijne wybranie nie jest immunitetem politycznym, prawnym ani moralnym.
Sama Biblia zdecydowanie sprzeciwia się takiemu rozumieniu wybrania. Prorocy Izraela występowali przeciwko własnym królom, elitom, kapłanom i narodowym złudzeniom. Wybranie nie chroniło przed osądem Boga, lecz zwiększało odpowiedzialność. Dlatego przenoszenie starotestamentalnych kategorii bezpośrednio na współczesne działania państwowe prowadzi do instrumentalizacji Objawienia. Biblia nie jest dokumentem własności ziemi sporządzonym według zasad współczesnego prawa międzynarodowego, nie jest mapą operacyjną ani automatyczną legitymizacją decyzji militarnej. Dla chrześcijanina również te fragmenty Starego Testamentu muszą zostać odczytane w świetle Chrystusa.
Właśnie Krzyż stanowi ostateczną krytykę każdej próby uczynienia z Boga patrona narodowego triumfu. Chrześcijański Mesjasz nie realizuje swojego zwycięstwa przez stworzenie politycznej dominacji własnego narodu. Jego królowanie objawia się paradoksalnie przez ofiarę, posłuszeństwo Ojcu i zwycięstwo nad grzechem oraz śmiercią. Nie oznacza to, że chrześcijaństwo neguje prawo państw do istnienia, bezpieczeństwa czy obrony. Oznacza natomiast, że żadne państwo nie może zostać wyprowadzone poza zwyczajne normy odpowiedzialności moralnej przez powołanie się na świętą historię, religijną nazwę albo biblijne pochodzenie.
Tak samo należy zachować rozróżnienie pomiędzy krytyką teologiczną judaizmu, krytyką polityki państwa Izrael oraz stosunkiem do konkretnego Żyda. Są to trzy odrębne porządki. Można z punktu widzenia chrześcijańskiej doktryny odrzucić twierdzenie, że judaizm stanowi pełną drogę zbawienia niezależną od Chrystusa. Można również oceniać decyzje współczesnego państwa według tych samych norm moralnych, którym podlegają inne państwa. Żadne z tych twierdzeń nie daje podstawy do nienawiści wobec narodu żydowskiego, przypisywania odpowiedzialności zbiorowej ani traktowania Żydów w diasporze jako reprezentantów konkretnego rządu. Pomieszanie tych poziomów prowadzi albo do antysemityzmu, albo do sytuacji przeciwnej, w której każdą teologiczną czy polityczną krytykę próbuje się unieważnić samym oskarżeniem o wrogość wobec Żydów.
Ostateczna odpowiedź chrześcijańska musi więc być jednocześnie stanowcza i precyzyjna. Bóg pozostaje wierny własnym obietnicom i nie pozwala Kościołowi twierdzić, że historia Izraela była pomyłką albo że naród żydowski został przez Boga zbiorowo przeklęty. Równocześnie Nowy Testament nie pozwala ustanowić przymierza mojżeszowego jako zbawczej drogi funkcjonującej po Chrystusie niezależnie od Chrystusa. Nie zbawia pochodzenie. Nie zbawia etniczna przynależność. Nie zbawia samo posiadanie Prawa. Nie zbawia również sama formalna przynależność do chrześcijaństwa. Źródłem zbawienia jest Bóg działający przez Jezusa Chrystusa, którego Nowy Testament przedstawia jako Pana, Mesjasza, Syna, Pośrednika i Zbawiciela.
Dlatego chrześcijaństwo nie ma podstaw, aby głosić dwie drogi zbawienia. Jeżeli Żyd zostaje zbawiony, jego zbawienie nie dokonuje się poza Chrystusem. Jeżeli poganin zostaje zbawiony, jego zbawienie również nie dokonuje się poza Chrystusem. Jeżeli chrześcijanin zostaje zbawiony, nie dzieje się to dzięki jego etykiecie wyznaniowej, lecz dzięki łasce Boga w Chrystusie. Właśnie w tym miejscu powszechność Ewangelii okazuje się prawdziwie powszechna. Nie istnieje osobna antropologia zbawienia dla jednego narodu i inna dla pozostałych. Wszyscy potrzebują łaski, a Nowy Testament wskazuje jedno ostateczne źródło tej łaski.
Nie oznacza to, że człowiek może z matematyczną pewnością rozstrzygać wieczny los konkretnych osób. Sąd należy do Boga. Chrześcijanin nie zna wszystkich okoliczności ludzkiej odpowiedzi na łaskę i nie może przejąć prerogatyw Boga. Ta pokora nie oznacza jednak agnostycyzmu doktrynalnego. Kościół nie otrzymał pełnej wiedzy o losie każdego człowieka, ale otrzymał Ewangelię, którą ma głosić wszystkim. Właśnie dlatego nakaz misyjny Chrystusa nie zawiera wyjątku dla określonej grupy etnicznej. Ewangelia skierowana jest do wszystkich narodów.
W tym znaczeniu najbardziej właściwe stanowisko chrześcijańskie nie polega ani na teologii pogardy, ani na teologii dwóch dróg. Pierwsza zdradza Pawłowe ostrzeżenie przed pychą i nieodwołalną wierność Boga. Druga osłabia powszechność Chrystusa. Prawda znajduje się w przyjęciu całego świadectwa Nowego Testamentu: Bóg nie okazał się niewierny historii rozpoczętej z Izraelem, lecz chrześcijaństwo rozpoznaje w Jezusie Chrystusie jej mesjańskie i zbawcze wypełnienie. Nie jest On dodatkiem do historii Izraela, przeznaczonym głównie dla pogan. Jest Mesjaszem, który przyszedł z Izraela i do Izraela, a następnie został ogłoszony wszystkim narodom jako Pan i Zbawiciel.
Właśnie z tego powodu chrześcijanin nie powinien przepraszać za chrystocentryzm własnej wiary. Może przepraszać za przemoc, pogardę, prześladowania, antysemityzm i każde wykorzystanie Ewangelii przeciwko ludzkiej godności. Nie powinien jednak przepraszać za wyznanie, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym i jedynym Pośrednikiem zbawienia. Gdyby miał z tego zrezygnować, dialog przestałby być spotkaniem chrześcijaństwa z judaizmem, ponieważ jedna ze stron musiałaby uprzednio przestać wyznawać własną wiarę. Autentyczny szacunek wymaga prawdy. Żyd ma prawo nie przyjąć chrześcijańskiej chrystologii. Chrześcijanin ma obowiązek jej nie relatywizować.
Najbardziej uczciwe zakończenie tego sporu można więc sformułować następująco. Chrześcijaństwo nie twierdzi, że zna każdy szczegół eschatologicznego działania Boga wobec Izraela. Paweł sam kończy rozważania Rz 9 do 11 uwielbieniem niezgłębionej mądrości Boga. Chrześcijaństwo twierdzi jednak, że zna centrum zbawczego działania Boga, ponieważ centrum to zostało objawione w Jezusie Chrystusie. Nie wolno zatem powiedzieć, że Bóg odrzucił Izrael, ale nie wolno również powiedzieć, że Izrael posiada zbawienie bez Chrystusa. Nie wolno powiedzieć, że Stary Testament utracił znaczenie, ale nie wolno również uczynić z dawnego porządku odrębnego i wystarczającego systemu zbawienia. Nie wolno wynosić się ponad Żydów, ale nie wolno również przemilczeć apostolskiego wezwania do wiary w Chrystusa.
Chrystus pozostaje zatem kryterium rozstrzygającym. W Nim chrześcijaństwo odczytuje Prawo i Proroków. W Nim rozpoznaje Nowe Przymierze. W Jego Krzyżu widzi jedyną doskonałą ofiarę pojednania. W Jego Zmartwychwstaniu rozpoznaje początek nowego stworzenia. W Nim widzi jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi. Cała teologia Izraela musi zostać podporządkowana tej prawdzie, ponieważ inaczej porządek argumentacji zostaje odwrócony i zamiast pytać, jakie znaczenie ma Izrael w świetle Chrystusa, zaczyna się pytać, jak dalece można ograniczyć znaczenie Chrystusa, aby dopasować je do określonej koncepcji Izraela.
Dla chrześcijaństwa taka droga jest nie do przyjęcia. Jezus Chrystus nie jest jedną z wielu równoległych odpowiedzi człowieka na Boga. Według wiary apostolskiej jest odpowiedzią Boga daną człowiekowi. Nie jest Zbawicielem tylko chrześcijan. Jest Tym, którego Nowy Testament nazywa Zbawicielem świata. Nie ustanawia konkurencyjnej religii obok Izraela, lecz według chrześcijańskiego wyznania doprowadza Boży zamysł zbawienia do jego pełni. Właśnie dlatego nie ma podstaw do antysemityzmu, ponieważ łaska nie daje nikomu powodu do pychy, i właśnie dlatego nie ma podstaw do teorii dwóch dróg, ponieważ łaska ma jedno źródło w Jezusie Chrystusie.
