Tak łatwo nam mówić w imieniu Boga,
jakby zostawił nam swoje pełnomocnictwo.
Znamy kilka zdań z Pisma, kilka modlitw,
i już wiemy, kto stoi po właściwej stronie.
Nie znamy wiary tych, których osądzamy.
Nie pytamy, bo pytanie mogłoby zaboleć.
Łatwiej nazwać obcego błędem
niż usiąść obok niego i posłuchać.
Nosimy krzyż, lecz czasem jak pieczęć
przybitą do własnych przekonań.
A przecież Chrystus nie powiedział nam,
że będziemy nieomylni.
Więc kiedy ktoś znów przemówi o Bogu
z mównicy, ambony albo telewizora,
zapytajmy najpierw nie, czy mówi po naszemu,
lecz czy w jego słowach została Ewangelia.
Bo może największą biedą naszej wiary
nie jest to, że wierzymy za mało,
lecz że tak często wiemy o niej niewiele,
a jesteśmy pewni wszystkiego.