Od rana uczymy się biegu.
Jeszcze dobrze nie otworzymy oczu,
a już myśl wyprzedza ciało.
Już trzeba.
Zdążyć.
Odpowiedzieć.
Załatwić.
Nadrobić.
Nie zostać z tyłu.
Jakby życie było wyścigiem,
którego nikt nigdy nie ogłosił,
a mimo to wszyscy biegną,
bo boją się zostać sami
na pustej drodze.
Mijamy siebie każdego dnia.
Twarze.
Spojrzenia.
Milczące wołanie ludzi,
którzy od dawna przestali pytać,
czy ktoś naprawdę ich widzi.
Nawet ciszę zaczęliśmy traktować
jak stratę czasu.
Nie potrafimy już siedzieć
bez ruchu.
Nie umiemy patrzeć
bez sięgania po następny cel.
Coraz szybciej.
Coraz dalej.
Coraz mniej.
I tylko serce,
pozostawione gdzieś daleko za nami,
nie nadąża.
Świat nauczył nas liczyć wszystko.
Godziny.
Pieniądze.
Osiągnięcia.
Kilometry.
Polubienia.
Nigdy jednak nie nauczył nas liczyć chwil,
których już nie odzyskamy.
Największą tragedią człowieka
nie jest to,
że ma za mało czasu.
Największą tragedią jest to,
że pewnego dnia odkrywa,
iż cały czas biegł,
ale ani razu naprawdę nie żył.
Może dlatego tak wielu ludzi
dochodzi do swoich marzeń
z pustymi rękami.
Zdobyli wszystko,
oprócz pokoju.
Usłyszeli tysiące głosów,
ale dawno przestali słyszeć własne sumienie.
Spotkali setki ludzi,
a coraz rzadziej spotykają samych siebie.
Śpieszymy się.
Do kolejnego dnia.
Do następnego miesiąca.
Do nowych planów.
Do przyszłości,
która wciąż ucieka przed nami.
Tylko że życie
nie czeka na końcu tej drogi.
Ono dzieje się wyłącznie teraz.
W oddechu.
W spojrzeniu.
W słowie wypowiedzianym z miłością.
W dłoni,
której nie zabrakło czasu,
aby zatrzymać drugiego człowieka.
Może największym zwycięstwem naszych czasów
nie będzie nauczyć się biec jeszcze szybciej.
Może będzie nim odwaga,
aby wreszcie się zatrzymać.
Bo są miejsca,
do których można dojść
jedynie bardzo powoli.
Prawdy nie odnajduje ten,
kto biegnie.
Miłości nie spotyka ten,
kto ciągle wyprzedza własne życie.
A Boga
nie usłyszy człowiek,
który zagłuszył ciszę
hałasem własnego pośpiechu.
Może więc nie pytajmy,
jak jeszcze bardziej przyspieszyć.
Zapytajmy,
czy droga,
po której idziemy,
naprawdę prowadzi tam,
dokąd od początku pragnęło dojść nasze serce.
Bo można przebiec całe życie.
I nigdy nie zrobić
ani jednego kroku
we właściwym kierunku.