Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Poranek wstaje inaczej.

Nie niesie jeszcze odpoczynku.
Nie zna światła,
które przyjdzie po kamieniu odsuniętym od grobu.

Jest zawieszony pomiędzy drogą a końcem,
pomiędzy tym, co człowiek obiecał,
a tym, czego nie potrafił unieść.

Niebo tego dnia patrzy ciszej.

Jakby pamiętało krzyk,
który kiedyś przeszedł przez wzgórze
i zatrzymał oddech stworzenia.

Piątek zna ciężar ludzkich kroków.

Zna zmęczone dłonie robotnika,
milczenie człowieka wracającego do pustego domu,
oczy tych,
którzy udają, że wszystko jest dobrze.

Ten dzień nosi w sobie tajemnicę drewna.

Nie drzewa, które daje cień,
lecz tego,
które stało się miejscem spotkania
największej miłości
z największym odrzuceniem.

Tam człowiek pokazał,
jak daleko potrafi odejść.

Tam Bóg pokazał,
jak daleko potrafi pójść za człowiekiem.

Od tamtego dnia piątek nie jest już tylko końcem tygodnia.

Jest pytaniem zapisanym w czasie.

Czy potrafisz kochać,
kiedy nikt nie odpowiada?

Czy potrafisz zostać,
kiedy wszyscy odchodzą?

Czy potrafisz wierzyć,
kiedy nawet niebo wydaje się milczeć?

Świat chciałby o tym zapomnieć.

Przykryć piątek światłem wystaw,
pośpiechem ulic,
planami na dni,
które mają dopiero nadejść.

Ale pod powierzchnią wszystkiego
wciąż stoi wzgórze.

Ciche.

Samotne.

Prawdziwe.

Nie trzeba go szukać daleko.

Czasem wyrasta w sercu człowieka,
który traci nadzieję.

Czasem w pokoju,
gdzie nikt już nie ma siły mówić.

Czasem w modlitwie,
która składa się tylko z jednego oddechu.

Piątek uczy,
że nie każda cisza jest pustką.

Nie każda przegrana jest końcem.

Nie każdy kamień,
który zamyka drogę,
pozostanie na zawsze przed wejściem.

Bo Bóg najgłębiej działał wtedy,
gdy człowiek myślał,
że wszystko zostało utracone.

W godzinie,
która wyglądała jak zwycięstwo ciemności,
rodziło się światło,
którego ciemność nigdy nie zdołała zatrzymać.

Dlatego piątek jest drogą.

Nie zatrzymaniem.

Jest miejscem,
gdzie ziemia dotyka nieba
przez rany.

Jest dniem,
w którym Miłość pozwoliła się zranić,
aby człowiek już nigdy nie musiał wierzyć,
że został sam.

A kiedy wieczór przykrywa świat,
a ostatnie światło znika za horyzontem,
gdzieś głęboko pod ciszą
zaczyna się coś,
czego jeszcze nie widać.

Nadzieja.

Bo Bóg potrafi rozpoczynać
właśnie tam,
gdzie człowiek postawił kropkę.