Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Stare drzewa nie pytają już świata, czy są potrzebne.

Po prostu stoją.

Od wielu lat w tym samym miejscu, ciche, cierpliwe, zanurzone korzeniami głębiej, niż sięga ludzkie spojrzenie.

Przechodzimy obok nich często bez zatrzymania. Widzimy tylko popękaną korę, suche gałęzie, ślady czasu, które pozostawiły na nich deszcze, burze i zimowe noce.

A może właśnie w tych śladach zapisane jest wszystko, czego człowiek tak długo szuka.

Bo stare drzewa wiedzą coś, czego my często nie chcemy już pamiętać.

Że życie nie polega wyłącznie na ciągłym zaczynaniu od nowa.

Że nie wszystko, co stare, trzeba usunąć.

Że nie każda blizna odbiera piękno.

Niektóre są dowodem, że coś przetrwało.

Przez lata pod ich gałęziami zmieniał się świat. Przechodziły pokolenia ludzi przekonanych, że ich czas będzie trwał zawsze.

Dzieci dorastały.

Dorośli starzeli się.

Ci, którzy kiedyś szukali pod nimi cienia, sami stawali się wspomnieniem.

A one nadal trwały.

Nie dlatego, że były silniejsze od wszystkiego, ale dlatego, że nauczyły się czegoś, czego człowiek często uczy się najpóźniej.

Nie można rosnąć bez korzeni.

Dzisiejszy świat bardzo pokochał szybkość. Wszystko musi być nowe, młode, natychmiastowe. Wszystko można zastąpić, usunąć, wymienić.

Nawet człowieka czasem próbuje się mierzyć tym, ile jeszcze może zrobić, ile może osiągnąć, ile może dać.

A stare drzewa mówią coś zupełnie innego.

Wartość nie rodzi się z pośpiechu.

To, co najgłębsze, potrzebuje czasu.

Korzenie nie rosną w świetle reflektorów. Nie widać ich. Nikt ich nie podziwia. A jednak bez nich każde drzewo, choćby najpiękniejsze, upadnie przy pierwszej większej burzy.

Może dlatego Bóg tak często prowadzi człowieka drogą ukrytego wzrastania.

Nie wszystko musi zakwitnąć od razu.

Nie wszystko musi zostać zauważone.

Nie wszystko, co ciche, jest puste.

Są ludzie podobni do starych drzew.

Noszą w sobie historie, których nikt nigdy nie usłyszy. Modlitwy wypowiedziane nocą. Łzy, których nikt nie zobaczył. Walki, za które nikt nie podziękował.

Z zewnątrz czasem widać tylko zmęczenie.

Ale Bóg widzi korzenie.

Widzi wszystkie burze, po których człowiek nadal stoi.

I może pewnego dnia zrozumiemy, że najważniejszym pytaniem nie było to, jak wysoko urośliśmy.

Ani jak wielu nas podziwiało.

Najważniejsze będzie pytanie, czy mieliśmy korzenie wystarczająco głębokie, by nie utracić tego, kim naprawdę jesteśmy.

Bo przychodzi czas, kiedy liście opadają.

Milkną głosy.

Zmieniają się pory roku.

I zostaje tylko to, co było zakorzenione naprawdę.