Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

 

Stało tam od zawsze.

Przy stole.

Trochę odsunięte, jakby ktoś przed chwilą wstał i miał jeszcze wrócić.

Nigdy wcześniej nie zwracałem na nie uwagi.

Było częścią pokoju.

Tak jak zegar na ścianie.

Książki na półce.

Światło wpadające wieczorem przez okno.

Tego dnia jednak zatrzymałem na nim wzrok trochę dłużej.

Nie wiem dlaczego.

Może są chwile, kiedy człowiek nie szuka wielkich odpowiedzi.

Tylko czegoś, co przypomni mu, że nie jest sam.

Przez lata słyszałem wiele słów o Bogu.

Czasami bardzo pięknych.

Czasami wypowiadanych z taką pewnością, jakby między niebem a ziemią nie było już żadnych pytań.

A ja miałem pytania.

Miałem dni, w których modlitwa była bardziej milczeniem niż rozmową.

Dni, w których człowiek nie traci wiary.

Tylko chciałby poczuć, że Ktoś naprawdę słucha.

Patrzyłem na to krzesło.

Na zwykły przedmiot, obok którego przechodziłem każdego dnia.

I pomyślałem, że może podobnie mijamy wiele rzeczy.

Szukamy Boga tylko tam, gdzie spodziewamy się Go znaleźć.

W wielkich chwilach.

W niezwykłych znakach.

W odpowiedziach, które przychodzą od razu.

A może czasem Jego obecność bardziej przypomina coś, co było przy nas cały czas.

Tak zwyczajne, że przestaliśmy to zauważać.

Wieczór minął.

Nic szczególnego się nie wydarzyło.

Krzesło nadal stało w tym samym miejscu.

Ale pierwszy raz od dawna nie wydawało mi się puste.