Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Zauważyłem ją przypadkiem.

Na starym stole.

W miejscu, którego nikt normalnie nie ogląda.

Mała rysa.

Prawie niewidoczna.

Przesunąłem po niej palcem i nagle przypomniałem sobie dzień, w którym powstała.

Zwykły dzień.

Jeden z tych, które mijają bez zapowiedzi, że kiedyś będą ważne.

Wtedy wydawała mi się uszkodzeniem.

Czymś, co trzeba ukryć.

Poprawić.

Zakryć.

Dziwne.

Po latach właśnie ona przypomniała mi najwięcej.

Nie idealnie gładka powierzchnia.

Nie miejsca, które udało się zachować bez śladu.

Tylko ta jedna rysa.

Położona dokładnie tam, gdzie kiedyś było życie.

Pomyślałem wtedy, ile czasu człowiek poświęca, żeby nic po nim nie było widać.

Żeby nie pokazać zmęczenia.

Nie pokazać porażek.

Nie pokazać miejsc, które pękły.

A przecież wszystko, co naprawdę żyło, nosi jakiś ślad.

Stare drzewa mają popękaną korę.

Kamienne schody mają wgłębienia po tysiącach kroków.

Dłonie ludzi opowiadają więcej niż ich słowa.

Może człowiek też nie miał pozostać nietknięty.

Może niektóre ślady nie mówią o tym, że coś zostało zniszczone.

Może mówią tylko:

ktoś tutaj był.

Ktoś kochał.

Ktoś próbował.

Ktoś przeszedł tę drogę.