Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Usiadłem przy biurku późnym wieczorem.

W pokoju było już cicho.

Tak cicho, że słychać było pracę starego zegara i szelest kartek, które przesuwałem z miejsca na miejsce.

Porządkowałem rzeczy.

Nie pierwszy raz.

Człowiek czasem sprząta szuflady tylko dlatego, że nie wie, jak uporządkować coś zupełnie innego.

Wyrzucałem stare notatki.

Kartki z błędami.

Zapiski, które dawno straciły znaczenie.

Nie zastanawiałem się długo.

Zgnieciona kartka.

Kosz.

Następna.

I jeszcze jedna.

Dopiero po chwili pomyślałem, jakie to dziwne.

Kartce pozwalamy być tylko próbą.

Zdaniu pozwalamy być poprawionym.

Obrazowi pozwalamy powstawać wiele razy.

A człowieka czasem oceniamy po pierwszej wersji.

Zwłaszcza siebie.

Wróciłem do ostatniej kartki.

Była przekreślona prawie w całości.

Pełna poprawek.

Miejsc, które nie wyszły.

Słów napisanych źle.

A jednak właśnie na niej było widać najwięcej pracy.

Najwięcej szukania.

Najwięcej drogi.

Położyłem ją z powrotem na stole.

Nie była czysta.

Ale była moja.