Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Nie pytaj, gdzie rodzi się trwoga.

Nie ma miejsca.
Ma jedynie głębię.

Nie przychodzi z zewnątrz.

Jest cieniem, który pojawia się w tej samej chwili,
w której byt usiłuje ujrzeć własne oblicze
poza Spojrzeniem, z którego nieustannie wypływa.

Dlatego nie każda ciemność jest brakiem światła.

Istnieje ciemność oślepiona nadmiarem własnej jasności.

Tam rodzi się najdoskonalsze złudzenie.

Przekonanie, że można być początkiem dla samego siebie.

Od tej chwili czas nie płynie.
Czas osądza.

Przestrzeń nie prowadzi.
Przestrzeń rozprasza.

Słowo nie objawia.

Słowo ukrywa tego,
kto wypowiada je przeciw własnemu milczeniu.

A jednak istnieje Głębia.

Nie poprzedza świata.

Świat nieustannie z niej wyłania się jak oddech,
który nigdy nie oddziela się od Tchnienia.

Dlatego trwoga nie drży przed śmiercią.

Drży przed Obecnością.

Śmierć potrafi jedynie zakończyć czas.

Obecność odbiera wszystkie złudzenia.

I właśnie dlatego najbardziej boją się Jej ci,
którzy najgorliwiej przekonują siebie,
że nigdy Jej nie spotkali.