Przyjdzie dzień,
w którym ucichną wszystkie spory.
Nie będzie miało znaczenia,
ile zgromadziliśmy.
Ilu ludzi nas podziwiało.
Jak wysoko udało się wejść.
Pozostanie jedno pytanie.
Czy byliśmy światłem
dla choć jednego człowieka.
Bo życie
nie jest konkursem.
Jest darem,
który każdego dnia
otrzymujemy od nowa.
Bóg nie pyta,
czy nigdy nie upadłeś.
Pyta,
czy po każdym upadku
potrafiłeś jeszcze kochać.
Czy umiałeś przebaczyć.
Czy znalazłeś czas
dla człowieka,
który cicho wołał o pomoc.
Czy zostawiłeś po sobie
więcej dobra,
niż zastałeś.
Wierzę,
że kiedyś zrozumiemy,
dlaczego droga była tak długa.
Dlaczego nie wszystkie modlitwy
otrzymały odpowiedź od razu.
Dlaczego niektóre łzy
musiały spaść na ziemię.
Bo nic,
co zostało przeżyte z miłości,
nie ginie.
Każdy dobry czyn
staje się ziarnem wieczności.
A na końcu,
gdy opadnie kurz naszych dni,
nie zostanie ani lęk,
ani cierpienie,
ani samotność.
Zostanie tylko Miłość.
I okaże się,
że od początku
miała imię Boga.