Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Miasto budzi się wcześniej niż słońce.

Światła zapalają się jeszcze przed świtem.

Pociągi przecinają ciemność.

Ulice napełniają się krokami.

Jakby wszyscy dokądś zdążali.

Jakby gdzieś czekało życie.

Patrzę czasem na ludzi.

Niosą kubki gorącej kawy.

Telefony.

Listy spraw do wykonania.

Troski, których nie widać.

Tylko oczy mają coraz bardziej zmęczone.

Jakby dusza nie nadążała już za ciałem.

Dawniej człowiek patrzył na drogę.

Dziś częściej patrzy na godzinę.

Nie pytamy już, dokąd idziemy.

Pytamy, czy zdążymy.

A przecież nawet rzeka nie spieszy się do morza.

Drzewo nie przyspiesza lata.

Pole nie zmusza ziarna do wzrostu.

Tylko człowiek próbuje wyprzedzić własne życie.

I czasem odnoszę wrażenie,
że najbardziej samotnym miejscem współczesnego świata
nie jest pustynia.

Nie jest las.

Nie jest bezludna wyspa.

Lecz serce człowieka,
które od miesięcy nie miało czasu usiąść obok siebie.

Wieczorem gasną biura.

Milkną telefony.

Cichną miasta.

A jednak niektórzy nadal biegną.

Bo przyzwyczaili się do ruchu.

Jakby bali się,
że gdy zatrzymają się choć na chwilę,
usłyszą pytania,
na które od dawna nie chcą odpowiadać.

Kim się stałem?

Co naprawdę kocham?

Za czym tęsknię?

I czy droga,
którą idę od tylu lat,
prowadzi jeszcze do domu?

Może dlatego Bóg tak często przychodzi w ciszy.

Nie dlatego, że jest daleko.

Lecz dlatego, że pośpiech bywa głośniejszy od Jego głosu.