Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Wieczorem miasto staje się inną opowieścią.

Gasną witryny.

Milkną ulice.

Niebo powoli zamyka dzień.

A wtedy zaczynają świecić okna.

Setki.

Tysiące.

Małe prostokąty światła zawieszone nad ciemnością.

Patrzę na nie czasem z daleka.

I myślę o ludziach.

Za jednym oknem ktoś właśnie świętuje.

Za drugim nie może zasnąć.

Za jednym trwa rozmowa, która zostanie zapamiętana na całe życie.

Za drugim od miesięcy brakuje słów.

W jednym pokoju ktoś dziękuje za otrzymane dobro.

W innym próbuje zrozumieć swoje cierpienie.

Światła wyglądają podobnie.

Historie nigdy.

Bo noc nie jest sprawiedliwa.

Przykrywa wszystkich tym samym mrokiem,
lecz każdy niesie pod nim inny ciężar.

Ktoś czeka na wiadomość.

Ktoś na przebaczenie.

Ktoś na powrót człowieka,
którego miejsce przy stole pozostaje puste.

Patrzę na te okna
i myślę, jak niewiele o sobie wiemy.

Mijamy się każdego dnia.

Uśmiechamy się.

Rozmawiamy.

Wydajemy sądy.

A przecież największe bitwy człowiek toczy tam,
gdzie nie ma świadków.

Za zamkniętymi drzwiami.

W ciszy własnego pokoju.

W rozmowie z sumieniem,
od której nie można odejść.

Czasem wydaje mi się,
że współczesny świat nauczył się oświetlać miasta,
ale nie zawsze potrafi rozświetlać ludzkie serca.

Coraz mniej boimy się ciemnych ulic.

Coraz częściej gubimy się w ciemności własnego wnętrza.

A jednak każde okno jest znakiem.

Nie tylko obecności człowieka.

Także jego nadziei.

Bo dopóki pali się światło,
ktoś jeszcze czeka.

Ktoś jeszcze wierzy.

Ktoś jeszcze nie zamknął swojego serca.

Myślę czasem,
że Bóg patrzy na miasto inaczej niż my.

Nie widzi numerów mieszkań.

Nie widzi elewacji.

Nie widzi zasłon.

Widzi modlitwy, których nikt nie słyszy.

Widzi łzy, których nikt nie zauważył.

Widzi zmęczenie ukryte za spokojnym głosem.

Widzi samotność siedzącą przy stole dla kilku osób.

I może dlatego żadna noc nie jest naprawdę pusta.

Bo nad każdym światłem w oknie
unosi się jakaś historia.

Jakaś tęsknota.

Jakieś pytanie.

Jakaś modlitwa.

Patrzę na wieczorne miasto.

Na tysiące świateł rozrzuconych pośród ciemności.

I myślę,
że być może największym cudem nie jest to,
że świecą okna.

Lecz to,
że mimo wszystkich rozczarowań,
strat i zmęczenia,
w tylu ludzkich sercach
wciąż nie zgasła nadzieja.