Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Są ludzie, którzy podnoszą krzyż wysoko ponad tłum,
tak wysoko,
że wszyscy mogą go zobaczyć,
lecz tak daleko od własnego serca,
że nigdy nie słyszą jego milczenia.

Niosą go przez place.
Pokazują przed kamerami.
Umieszczają na sztandarach.
Wypowiadają jego imię w przemówieniach.

Lecz krzyż nie został dany człowiekowi po to,
aby stał się ozdobą jego ambicji.

Krzyż narodził się na wzgórzu hańby.
W miejscu, gdzie nie było oklasków.
Nie było tłumów wołających o zwycięstwo.
Nie było politycznych kalkulacji.

Było tylko drewno.
Krew.
Ból.
I Miłość,
która nie cofnęła się przed cierpieniem.

Dlatego za każdym razem,
gdy człowiek próbuje uczynić z krzyża narzędzie własnej chwały,
dzieje się coś strasznego.

Golgotę zastępuje scena.
Modlitwę zastępuje propaganda.
Pokorę zastępuje pycha.
A Chrystusa zastępuje człowiek.

Jakże często słyszymy tych,
którzy mówią o Ewangelii,
a nie chcą słuchać jej słów.

Jakże często spotykamy tych,
którzy powołują się na Boga,
gdy potrzebują poparcia tłumu,
a zapominają o Nim,
gdy trzeba stanąć po stronie prawdy.

Jakże często widzimy ludzi,
którzy bardziej pragną zwyciężyć przeciwnika,
niż zwyciężyć własny grzech.

Tymczasem krzyż nie został dany po to,
aby człowiek zdobywał władzę.

Został dany po to,
aby nauczył się służby.

Nie został dany po to,
aby dzielić ludzi.

Został dany po to,
aby przypominać,
że wszyscy stoją pod nim jednakowo mali.

Bo pod krzyżem nie ma zwycięzców i pokonanych.
Są tylko grzesznicy,
dla których otwarto ramiona Miłosierdzia.

Dlatego prawdziwy krzyż nie potrzebuje mikrofonów.
Nie potrzebuje kampanii.
Nie potrzebuje politycznych deklaracji.

Stoi w ciszy.
Tak jak stał na Golgocie.

I właśnie ta cisza oskarża najmocniej.

Nie tych,
którzy go odrzucili.

Lecz tych,
którzy wypowiadali jego imię,
a nie chcieli żyć jego prawdą.

Największą tragedią naszych czasów nie jest to,
że wielu ludzi przestało wierzyć.

Największą tragedią jest to,
że wielu ludzi uwierzyło bardziej w swoich przywódców niż w Chrystusa.

Bardziej w ideologie niż w Ewangelię.

Bardziej w gniew niż w miłość.

Bardziej w zwycięstwo nad drugim człowiekiem,
niż w zwycięstwo nad samym sobą.

Dlatego trzeba dziś wrócić pod krzyż.

Nie po to,
aby go nieść przed światem.

Lecz po to,
aby pozwolić mu osądzić własne serce.

Trzeba wrócić pod krzyż,
aby zamilknąć.

Bo są pytania,
na które nie odpowie żadna partia.

Nie odpowie żaden przywódca.

Nie odpowie żaden tłum.

Odpowiedzieć musi sam człowiek.

A jedno z nich brzmi:

Czy naprawdę idziesz za Chrystusem,
czy tylko niesiesz Jego znak?

Bo krzyż nie należy do partii.

Nie należy do ideologii.

Nie należy do państw.

Nie należy do przywódców.

Nie należy do tłumów.

Krzyż należy do Chrystusa.

I przyjdzie dzień,
gdy każdy sztandar opadnie.

Ucichną przemówienia.
Zgasną reflektory.
Rozpadną się polityczne projekty.

Pozostanie tylko prawda.

I Ten,
który zawisł na drewnie krzyża nie po to,
aby człowiek nauczył się panować,
lecz aby nauczył się kochać.

Wtedy każdy krzyż stanie się świadkiem.

A każde serce usłyszy pytanie:

Co uczyniłeś z Miłością,
którą trzymałeś w swoich rękach?