Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

W tę noc, gdy ziemia słucha, a niebo nie krzyczy,
rodzi się Światło w miejscu, gdzie brakło miejsca.
Słoma szepcze pod dłonią, oddech zwierząt grzeje,
a w ciszy rośnie sens, co nie szuka oklasku.

Oczekiwanie boli, bo uczy wolno.
Jak ziarno, co w mroku milczy, a jednak pracuje.
Tak serce, gdy nie widzi, trzyma się obietnicy
i nie puszcza jej, choć ręce drżą.

Prawda nie wchodzi z hukiem.
Przychodzi jak Dziecko, bez tarczy i bez przymusu.
I pyta tylko: czy zrobisz mi w sobie miejsce,
choćby małe, choćby na skraju?

Nadzieja nie jest ucieczką.
Jest krokiem w ciemność, ale z twarzą zwróconą ku dobru.
Jest uporem modlitwy, co nie błyszczy, lecz trwa,
jak świeca, co nie wygrała wiatru, a jednak świeci.

Wytrwałość ma smak codzienny.
To podnieść się rano, przebaczyć, wrócić do słowa.
To czekać, aż prawda dojrzeje w człowieku,
aż w nim zakwitnie pokój, nie na pokaz.

Boże Narodzenie mówi: Bóg nie omija nędzy.
Wchodzi w nią, dotyka, bierze na siebie czas.
I w najniższym miejscu świata zapala początek,
który nie gaśnie, gdy gasną nasze siły.

Więc czekaj. Nie śpiesz się z odpowiedzią.
Niech w tobie będzie żłób, proste „tak”, cicha praca.
A gdy przyjdzie zwątpienie, nie karm go hałasem.
Wróć do tej nocy i powiedz: Prawdo, zostań.

I zostań, Nadziejo.
Nie jako uczucie, lecz jako wierność.
Niech prawda małe kroki stawia w moich dniach,
aż w końcu światło stanie się domem.