Mówią
że w tym domu nikt nie chodzi głodny
bo okna świecą do późna
a klamki są ciepłe od dłoni gości
W kuchni wisi zegar bez wskazówek
czas stoi jak zupa na gazie
którego nikt nie odkręcił
Na stole pusty talerz
głęboki jak obietnica obiadu
ktoś pochyla go powoli
i nalewa bulion z samych zapewnień
gorące nic
które paruje jak prawdziwy rosół
Para pisze po szybie
rysuje talerze i dłonie
pełne tego czego nie ma
zapach mówi jedliśmy
brzuch odpowiada ciszą
Na półce rząd słoików
każdy z etykietą dla tych co nie mają nic
w środku tylko szkło
które dźwięczy
kiedy za oknem przejeżdża ciężarówka
Gospodarz prosi
żeby nie otwierać
bo dobro dojrzewa w ciszy
i lepiej smakuje zza szyby
W salonie wiszą fotografie dzieci
z misami uniesionymi jak świece
uśmiechy lekko przypięte
jakby ktoś szepnął
że to tylko próba
nie obiad
Na odwrocie jedno zdanie
dziękujemy całym sercem
bez imion
bez adresu
twarze zlane w jedno imię
potrzebujący
Jest też mały pokój bez numeru
drzwi uchylają się do środka
jak szafa na wyrzuty
Leżą tam zeszyty
kolumny równe jak ogrodzenia
w jednej rubryce słowo miłość
w drugiej cyfry
które pną się cicho
ilekroć z ulicy
dojdzie zapach gotowanej wody
z przyprawą udawania
Cyfry wspinają się
jak dym po ścianie komina
aż w jednym wierszu
zatrzymuje się wzrok
to liczba
która zaczyna się od osiemnastu
potem zera
w szeregu jak puste krzesła
przy stole którego nikt nie widzi
Nikt nie czyta tej sumy na głos
w rogu kartki
mały znaczek
przyjęto do wiadomości
Zeszyt zamyka się miękko
jakby nic się nie stało
W jadalni obrus biały jak kartka
nóż tnie powietrze na porcje
łyżka miesza pustkę
talerze błyszczą od pary
wszyscy powtarzają
że to najlepszy posiłek w okolicy
bo nigdzie indziej
nie podaje się tak pięknie
samego zapachu
Za płotem dziecko
zbiera kamyki do miski
i bawi się w rozdawanie chleba
niewidzialnym ludziom
którzy ustawiają się w kolejce
aż po zakręt ulicy
Jeden kamyk wymyka się z dłoni
toczy się w stronę domu
znika w szczelinie stopnia
jak pytanie
na które nikt tu nie odpowiada
O świcie przechodnie czytają napis nad drzwiami
tu pomaga się potrzebującym
i idą dalej spokojni
bo z komina leci dym
a w jednym oknie stoi para
unosząca się z talerza
W środku ktoś cierpliwie
wciąż nalewa bulion z samych zapewnień
aż liczby na ekranie zamienią się w światło
osiemnaście milionów małych słońc
w których każda złotówka
jest talerzem podanym do kamery
gładkim, pełnym, gotowym do oklasku
Po kliknięciu wyślij
dom na moment cichnie
komin oddycha jak zawsze
a ulica omija ten adres
spokojnym krokiem
jakby wszyscy naprawdę
wracali właśnie z obiadu.