Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Na szczycie szkła, w salach z marmuru,
mówią o jedności.
Światło z reflektorów barwi ich w biel,
a na bruku niżej
brat z inną modlitwą niesie ten sam ból.

Mówią: porozmawiajmy.
Mówią: komisja, dokument, ustalenia.
A Ty, Chryste, milczysz
i pokazujesz dłonie,
w których blizny są jedyną odpowiedzią.

Jedność ubrali w garnitur,
w uśmiech do kamer,
w słowa, co pachną układem.
Lecz Twoja modlitwa w wieczornej ciszy
nie miała programu
ani porządku obrad.

O ogrodzie oliwny pośrodku miasta,
gdzie łzy są bez mikrofonu,
a serca biją jak stare dzwony
po różnych stronach rzeki.
Czy słyszymy ten sam ton,
czy tylko własny chór.

Ty wchodzisz w ulice,
po zniszczonych schodach kamienic,
w kuchnie, gdzie chleb się dzieli
bez pytania o wyznanie.
Tu jedność ma zapach zupy,
drżących palców nad wspólną miską.

Jezu, który nie pytasz,
z jakiej jestem wspólnoty,
lecz czy wstanę, gdy brat upada,
czy zamilknę, gdy język ostrze struga.
Twoje spojrzenie żarzy się w popiele
z naszych świętych racji.

Jak mogę mówić: kocham Boga niewidzialnego,
gdy gardzę bratem, którego widzę,
który kreśli znak krzyża inaczej,
śpiewa inne słowa psalmów,
a jednak klęka w tym samym pyle
ludzkiej słabości.

Rozwal w nas zamknięte wieże, Panie,
wieże z cytatów, dyplomów, konferencji.
Niech runą jak mury Jerycha
pod jednym, wspólnym, choćby fałszywym
okrzykiem serc.

Naucz nas jedności,
która poci się w tramwaju,
stoi w kolejce do lekarza,
niesie zakupy sąsiadce,
w nocy dzwoni, gdy ktoś nie wraca.

Niech pragnienie jedności
przestanie być planem na papierze,
a stanie się raną,
którą czujemy w sobie,
gdy mówimy: oni,
a w Twoich oczach brzmi
ciche: wy.

Spraw, by nasze usta drżały,
zanim rzucą słowo: heretyk, zdrajca.
Niech najpierw przemówi
Twoja Krew przypomniana
w kielichu, który krąży
po różnych ołtarzach,
a płynie z jednego Serca.

Chryste, jeśli mamy być jedno,
niech zacznie się teraz,
w miejscu, gdzie stoimy:
tu, gdzie patrzę na brata
i nie umiem już powiedzieć: obcy.
Tylko: Ty.
Tylko: razem.
Tylko: amen.