Nieobecny jak światło we mgle,
jesteś, choć wzrok nie potrafi Cię uchwycić.
Jak cień, który idzie za człowiekiem,
nawet gdy on nie wie, dokąd zmierza.
Twoje milczenie ma zapach deszczu,
który spada i niknie, zanim dotknie ziemi.
W tej chwili zawieszonej między dniem a nocą
uczę się widzieć bez oczu,
słuchać bez dźwięku,
wierzyć bez dowodu.
Szukam Cię w ludziach, w ich zmęczonych dłoniach,
w spojrzeniach, które szukają sensu,
w westchnieniu, które nie zna słów.
Wiem, że tam jesteś, cichy, obecny,
jak światło, które nie świeci, lecz trwa.
Kiedy próbuję Cię dotknąć,
rozpływasz się w przestrzeni,
jakbyś chciał, bym zrozumiał,
że miłość nie jest posiadaniem,
lecz byciem w kierunku ku Tobie.
A jednak w tej niepewności
rodzi się coś większego niż pewność.
Tęsknota staje się modlitwą,
a brak miejscem Twojej obecności.
Nieobecny jak światło w mgle,
przechodzisz przez moje milczenie,
pozostawiając po sobie drżenie serca,
które wciąż uczy się widzieć.