Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Nie potrafię Cię nazwać, a jednak wszystko krzyczy Twoim imieniem.
Każda myśl, każdy ruch serca, każdy oddech
ciągnie się ku Tobie jak cień ku światłu,
którego nie widać, ale bez którego wszystko tonie w nicości.

Człowiek rodzi się z brakiem w środku.
Z dziurą, której nie wypełni żadne słowo, żadne ciało, żaden sens.
Ten brak to Ty, ukryty w pustce, która boli bardziej niż śmierć.
Bo śmierć kończy, a tęsknota trwa, żarzy się pod skórą, pali duszę od wewnątrz.

Patrzę na świat i wszystko wydaje się tylko odbiciem
zgaszonych gwiazd, które kiedyś świeciły Twoim światłem.
Ludzie szukają w sobie nawzajem Ciebie,
dotykają się, a jednak nie mogą się spotkać,
bo Ciebie w nich nie dostrzegają.

Czasem czuję, że jesteś tuż obok,
że przenikasz mnie jak tlen, jak milczenie między słowami.
Ale kiedy próbuję Cię uchwycić,
rozpadasz się w palcach jak popiół po ogniu.
Zostaje tylko echo i to nieznośne pragnienie,
które nie pozwala się poddać.

Może właśnie w tym jest sens istnienia,
że człowiek nie może Cię posiąść,
może tylko tęsknić tak głęboko,
aż stanie się samym wołaniem.
Bo wtedy, w samym środku bólu i pustki,
rodzi się to jedno — najprawdziwsze spotkanie.