Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Idę przez czas jak przez pustynię,
wiatr przynosi głosy, które nie są Twoje.
Nawet modlitwa stała się sucha jak piach,
a jednak idę, bo pamiętam, że byłeś,
choćby w jednym tchnieniu dnia,
który pachniał obietnicą.

Czasem myślę, że zostawiłeś ślady w popiele,
a ja próbuję je odczytać jak znaki.
Każda łza jest literą, każde milczenie słowem,
które nie zostało wypowiedziane.
I choć milczysz, Twoje milczenie boli prawdą
bardziej niż wszystkie kazania świata.

Szukam Cię w spojrzeniu, w zmęczonym geście,
w drżeniu ręki nad stołem,
w śmiechu dziecka, które nie wie, kim jesteś,
a jednak mówi Twoim tonem.
Może to jest właśnie wiara,
że nawet brak Ciebie nosi Twój kształt.

Kiedyś powrócisz w ciszy,
nie przez cud, lecz przez dotyk codzienności.
Wtedy zrozumiem, że tęsknota była modlitwą,
a ból był tylko drogą,
która prowadziła do źródła,
z którego zawsze piłem, nie wiedząc komu dziękuję.