Spotykam twarze, które trwają chwilę,
jak liście na wietrze.
Słowa, które się rozpływają,
a jednak zapadają głęboko,
jak deszcz w ziemię.
Czasem ktoś uśmiechnie się niepewnie,
jakby wiedział, że to ostatnie spotkanie.
Nie mówimy nic,
tylko cisza oddycha za nas,
jakby chciała zapamiętać.
Zrozumiałem, że świat
nie jest ciągły, lecz utkany z chwil,
które Bóg zszywa w jedno,
niewidzialną nicią łagodności.
Podróż to nie droga,
to uważność na cudze spojrzenie,
które odbija we mnie coś większego
niż ja sam.
Kiedy kończy się dzień,
patrzę w niebo jak w okno.
Tam też ktoś kiedyś był,
i choć odszedł,
jego światło jeszcze trwa.