Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Zgubiliśmy słowa, które mówiły prawdę.
Zostały tylko dźwięki odbijające się od ścian.
Niebo jest blisko, lecz nie rozumiemy jego mowy,
bo alfabet światła wyszedł z użycia.

Nie umiemy już słuchać wiatru,
ani czytać deszczu, który spada jak proroctwo.
Zatraciliśmy spojrzenie, które rozumiało kolory,
i dotyk, który wiedział, że życie jest święte.

Zbudowaliśmy świat bez ciszy,
więc nawet modlitwa brzmi jak obcy język.
Mówimy: niebo, a myślimy: pustka.
Mówimy: człowiek, a słyszymy: hałas.

Wydaje się, że wszystko trwa,
a jednak coś ubywa powoli, bez bólu.
Jak woda sącząca się z rozbitego dzbana,
tak sens uchodzi z naszych dni.

A potem nagle przychodzi milczenie.
Nie to z braku słów,
ale to, które pamięta początek.
Ziemia odetchnie, ptaki wrócą,
i nawet kurz zacznie świecić w promieniu słońca.

Wtedy zrozumiemy, że język nie zginął,
tylko czekał, aż ucichniemy.
Że Bóg wciąż mówi tym samym światłem,
a to my zamknęliśmy oczy.

I może wtedy, w krótkim momencie jasności,
zrozumiemy znów jedno zdanie:
że wszystko, co istnieje, jest modlitwą,
a cisza jej początkiem.