Pod ziemią, w głębi,
biją wody uwięzione od wieków.
Przykryte warstwą kamieni,
uduszone przez chwasty,
zapomniane przez człowieka,
który pragnie, a nie wie,
że tuż pod stopami ma życie.
Pije więc z kałuż,
nachyla się nad brudnymi sadzawkami,
gasi pragnienie błotem,
i wciąż jest spragniony bardziej.
Im więcej pije, tym większe drżenie w gardle,
tym bardziej wysycha serce,
które miało być rzeką, a stało się pustynią.
Aż przychodzi Ten,
który zna skrytą głębię.
Odgrzebuje kamienie,
rozgarnia ciernie,
a ziemia, jakby nie mogła dłużej milczeć,
pęka w nagłym krzyku.
Wybucha źródło,
najpierw cichy strumień,
potem rzeka, która rozdziera grunt,
woda bijąca jak światło w południe,
przejrzysta, zimna, ostra jak miecz,
a jednocześnie łagodna,
jak ramiona, które obejmują w nocy.
Człowiek patrzy i drży.
Podchodzi, przykłada usta,
i czuje, że pierwszy raz smakuje wodę, która jest życiem.
Każda kropla jest jak iskra,
spada do wnętrza i rozświetla serce,
każdy łyk staje się pieśnią,
która rozbrzmiewa aż po krańce duszy.
Nie tylko gardło zostaje nasycone,
ale całe ciało zaczyna oddychać inaczej.
Jakby w żyłach płynęło światło,
jakby oczy otworzyły się na nowy świat,
jakby sama skóra przestała pamiętać o pustyni.
I człowiek, który przez lata chodził jak cień,
teraz prostuje plecy,
spogląda w niebo
i czuje, że jego kroki stają się modlitwą.
Ta woda nie zatrzymuje się w nim,
ona płynie dalej,
rozlewa się wokół,
rozbudza nasiona,
sprawia, że pękają skorupy suchych pól.
Tam, gdzie leżał popiół,
wschodzi trawa.
Tam, gdzie był kamień,
rozkwita kwiat.
Źródło nie przestaje bić.
Jego huk niesie się jak głos proroka,
a jego blask zapala oczy tych,
którzy przyjmują tę wodę.
I człowiek, który był pustynią,
staje się ogrodem,
gdzie ziemia jaśnieje jak kryształowe morze,
a woda w głębi śpiewa pieśń,
która przypomina głosy aniołów.
Cała przestrzeń drży od obecności Boga,
choć cisza pozostaje czysta jak modlitwa.
Każdy kamień, każde źdźbło trawy
staje się świadkiem nowego stworzenia.
A człowiek stoi pośrodku światła,
wołany po imieniu,
otoczony jasnością, która nie gaśnie,
i oddycha życiem,
silniejszym niż wszelka noc.
Bo to źródło ma imię.
To nie jest tylko woda,
ale łaska, która rodzi się w spowiedzi.
To miejsce, gdzie Bóg rozbija kamienie,
otwiera głębię,
i sprawia, że pustynia serca
staje się ogrodem spotkania.