Śmierć to rzeka,
która płynie między światłem a cieniem.
Każdy musi w nią wejść,
choć nikt nie zna głębi.
Dla jednych jest ciemnością,
dla innych wejściem do świtu.
Dla jednych strachem,
dla innych objęciem Ojca.
Śmierć obnaża wszystko:
maski spadają,
bogactwa znikają,
sława milknie.
Pozostaje tylko dusza,
naga jak w dniu narodzin,
i Bóg,
który mówi:
„Wracaj.
Dom czeka na ciebie”.
I wtedy okazuje się,
że wszyscy jesteśmy równi,
królowie i żebracy,
mądrzy i głupi,
młodzi i starzy.
Wszyscy zanurzamy się w tej samej rzece,
wszyscy stajemy przed tym samym światłem,
wszyscy zrzucamy ciężar imion i tytułów.
Śmierć nie zna granic,
nie zna narodów ani podziałów.
Śmierć jest ostatnim przypomnieniem,
że jesteśmy braćmi,
że wszyscy rodzimy się i umieramy
w rękach jednego Boga.
Dlatego obudź się teraz,
bo twoje dni są policzone.
Nie szukaj wieczności w złudzeniach,
nie odkładaj na później tego, co święte.
Stań w prawdzie,
tu i teraz,
bo śmierć nadchodzi jak noc,
a tylko światło Boga
zamienia ją w poranek bez końca.