Narodziny to płomień rozpalony w ciemności.
Dłonie matki stają się świątynią,
a łono staje się ołtarzem,
na którym Bóg składa obietnicę przyszłości.
Ojciec czuwa obok jak strażnik,
z drżeniem w sercu,
z bezradnością i siłą zarazem.
Jego obecność staje się murem,
za którym rodzi się życie.
Jego milczenie jest modlitwą,
która unosi się wyżej niż słowa.
Nie widać jeszcze lat,
nie widać dróg, które czekają,
ale w spojrzeniu dziecka jest wieczność,
która przychodzi w ciele.
A w oczach rodziców pojawia się proroctwo odpowiedzialności,
że to życie powierzone im
jest większe od nich samych.
Narodziny są pytaniem:
Kim będziesz
Do kogo pójdziesz
Czy odważysz się żyć tak,
by twoje dni były odpowiedzią na Miłość
Rodzice, którzy trzymają dziecko,
trzymają jednocześnie tajemnicę.
Początek, którego nie stworzyli,
a który został im powierzony jak skarb.
Ich dłonie drżą,
ale to drżenie jest święte,
bo w ich ramionach
spoczywa obietnica świata.
I Bóg, który widzi pierwszy oddech,
widzi także ostatni.
Ale w tym oddechu początkowym
zawarte jest proroctwo,
że życie zwycięża,
że świat nie jest pusty,
że jeszcze raz można zacząć od początku.
Narodziny są bramą,
przez którą świat zostaje odnowiony.
Nie tylko nowym ciałem,
ale nową obietnicą,
że życie nie ustaje,
że Miłość ma moc zwyciężać noc.
W narodzinach ukryty jest szept Boga,
że każda chwila ma sens,
że każde istnienie jest potrzebne,
że w każdym dziecku świat otrzymuje jeszcze raz
szansę, aby stać się piękniejszym.
Narodziny są początkiem,
ale są także proroctwem.
Zapowiadają drogę,
na której człowiek ma odnaleźć Tego,
który sam narodził się w ciele,
abyśmy uwierzyli,
że życie nigdy nie jest przypadkiem,
ale zawsze jest darem.