W zakamarkach serca stoją pokoje,
pełne głosów, które już ucichły,
pełne twarzy, które zniknęły w czasie,
a jednak wciąż spoglądają na nas z ukrycia.
Są miejsca, do których wracamy w nocy,
w snach pachnących chlebem,
w cieniach rozmów,
w świetle poranków dawno minionych.
Tam życie splata się w opowieść,
której nie potrafimy do końca opowiedzieć.
Pamięć potrafi ranić,
gdy otwiera drzwi do chwil,
które chciałyby zostać zapomniane.
Ale potrafi też nieść,
jak rzeka, która przechowuje źródło,
choć biegnie już daleko od niego.
W pamięci spotykamy zmarłych,
wspólnotę niewidzialnych,
którzy stają obok nas,
kiedy przychodzi cisza.
Oni już nic nie mówią,
a jednak uczą nas,
że życie ma wagę wieczności.
Wielki Bóg wziął w swoje dłonie ludzką pamięć
i uczynił z niej znak obecności.
Powiedział: „Czyńcie to na moją pamiątkę”,
i od tej chwili to, co wspominamy,
przestaje być przeszłością,
a staje się żywą teraźniejszością.
Kiedy odejdziemy,
nie zostaniemy wymazani.
Zostaniemy wypowiedziani na nowo
z pamięci Boga,
która nigdy nie gaśnie.
A nasze imiona wybrzmią
jak psalm,
który świat powtarzał w ciszy od początku.