Modlitwa rodzi się w ciszy serca,
jest oddechem, który nie gaśnie,
jest światłem, które przenika noc,
jest szeptem duszy, który dosięga nieba.
Czasem płynie jak rzeka spokojna,
pełna wdzięczności i pokoju,
a czasem jest krzykiem, co rozdziera niebo,
gdy serce nie znajduje odpowiedzi.
Modlitwa nie jest tylko słowem,
jest spojrzeniem, które trwa,
jest łzą, która spada bez głosu,
jest dłonią, która szuka dłoni Boga.
Jest w niej siła większa niż nasze zmagania,
bo nawet gdy milczymy,
Ona modli się w nas,
jak tchnienie Ducha,
którego nie umiemy nazwać.
Modlitwa łączy ziemię z niebem,
człowieka ze Stwórcą,
czas z wiecznością,
ból z nadzieją.
I choć czasem wydaje się próżnią,
odpowiedzią, która nie nadchodzi,
to w głębi pozostaje mostem,
który nigdy nie runie,
bo On sam jest jej fundamentem.
Modlitwa jest ogniem ukrytym,
który żarzy się w duszy,
i choć płomień bywa słaby,
to nigdy nie gaśnie,
bo Bóg sam podtrzymuje żar,
aż stanie się płomieniem
bez końca.