Droga wije się przez nasze życie,
raz szeroka jak pole, raz ciasna jak ścieżka w lesie,
pachnie kurzem i deszczem,
smakuje potem i łzami,
prowadzi przez doliny i wzgórza,
a jej kres zawsze ukryty jest za horyzontem.
Droga uczy nas cierpliwości,
każdy krok staje się modlitwą,
każde zatrzymanie – pytaniem,
każdy upadek – nauką,
a każde powstanie – zwycięstwem.
Idziemy nią razem i osobno,
czasem w tłumie, czasem w samotności,
ale zawsze z tym samym pragnieniem,
by dojść do domu,
którego jeszcze nie znamy,
a który przeczuwa serce.
Na drodze spotykamy znaki,
jedne jasne jak gwiazdy,
inne mroczne jak burza,
jedne wołają „idź dalej”,
inne kuszą, by zawrócić.
Droga przypomina nam,
że życie nie jest przystankiem,
lecz pielgrzymką,
że każdy dzień jest krokiem,
a każdy rok – kolejnym kamieniem
wzdłuż ścieżki ku wieczności.
I choć bywa, że gubimy się w ciemności,
że droga znika pod ciężarem nocy,
to Ten, który sam stał się Drogą,
rozświetla nam ślady,
prowadzi przez pustynię,
aż dojdziemy do miasta, które nie zna zmierzchu.