Przychodzi jak mgła –
cicho, niespodzianie,
osnuwa pamięć,
zaciera imiona, twarze, miejsca.
Czasem dzień rozpadnie się w odłamki,
słowo ucieknie z języka,
myśl rozproszy się jak ptaki spłoszone.
I zostaje cisza, ciężka,
jakby ziemia zatrzymała swój obrót.
A jednak w tym wszystkim
jest iskra, której nie gasi noc.
Światło, co przesącza się przez szczeliny,
jak słońce przez stare okiennice.
Nadzieja – niepojęta,
nawet tam, gdzie gaśnie rozum.
Bo Bóg pamięta, gdy my zapominamy.
On niesie, gdy kroki się gubią.
On widzi, gdy oczy już nie rozróżniają.
I w Nim, choć wszystko ginie,
serce pozostaje znalezione.