Smutek przychodzi bez zaproszenia –
siada obok, kładzie rękę na ramieniu,
nie pyta, czy masz siłę,
czy chcesz go słuchać.
Wypełnia pokój jak ciężki dym,
zamyka okna, gasi światło,
a ty patrzysz w sufit
i czujesz, że nawet oddech boli.
Ale smutek nie jest tylko wrogiem –
czasem staje się lustrem,
w którym widać to, co ukryte,
to, czego nie chciałeś nazwać.
I choć wydaje się jak noc bez gwiazd –
tam, głęboko, rodzi się ziarno nadziei.
Bo Ten, który płakał nad grobem przyjaciela,
wie, że łza nie jest wstydem,
lecz modlitwą serca.