Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Nie ma racji we krwi dziecka.
Nie ma sprawiedliwości we łzach matki,
która tuli ciało zimniejsze niż kamień.

Mówią: konieczność, strategia, obrona.
A ja widzę tylko kłamstwo –
pretekst obleczony w mundur,
usprawiedliwiony hymnem,
podpisany pieczęcią zgody i milczenia polityków.

Nie ma wojny sprawiedliwej,
kiedy bomby spadają na przedszkola.
Nie ma świętej walki,
kiedy domy roztrzaskiwane są w proch,
a w ich gruzach grzebie się lalki, zeszyty,
niedojedzone śniadania.

Nie ma honoru,
gdy płoną ulice,
a dzieci kryją się w piwnicach,
które stają się grobami.
Ściany, które miały chronić,
pękają jak papier –
i nikt już nie wie, gdzie jest bezpiecznie.

A jednak – wciąż klaszczą trybuny,
wciąż błyszczą medale na piersiach oprawców,
wciąż mówi się: „tak trzeba”.

A ja krzyczę:
nie trzeba!
Nie trzeba trupów, by mierzyć władzę.
Nie trzeba krwi, by pisać historię.
Nie trzeba ofiar, by czuć się wielkim.

W imię racji, które nie są racjami,
ale zasłoną dla pychy –
giną bezbronni.
A my, jeśli milczymy,
jesteśmy współwinni.

I giną także ci,
którzy odważą się patrzeć w ogień bez odwracania wzroku,
którzy stają między kłamstwem a prawdą,
i nie chowają jej do kieszeni,
lecz wykrzykują w twarz oprawcy:
„to jest mord, a ty jesteś mordercą”.

Ich słowa tną jak stal,
ich świadectwo wali mury milczenia,
a jednak kule przeszywają ciszę.
Prawda, którą niosą – bolesna i jasna –
padnie czasem na bruk jak okaleczony sztandar,
lecz jej echo przechowa twarze tych, których zgaszono.

Krzyż nie błogosławi czołgów.
Ewangelia nie usprawiedliwia rakiet.
Chrystus nie umarł po to,
abyśmy znów wieszali dzieci na krzyżach wojen.

Mój sprzeciw –
to wołanie: „Dość!”
Nie w moim imieniu.
Nie w imię Boga.
Nie w imię człowieczeństwa,
które staje się bestią, gdy karmi się śmiercią niewinnych.