Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Droga życia nie jest prostą aleją.
Nie prowadzi w cieniu drzew, gdzie śpiewają ptaki,
ale raczej wśród piachu i pyłu –
jakby ktoś wysypał pustynię wprost pod nasze stopy.

Każdy krok boli.
Powietrze smakuje kurzem.
Słońce wypala oczy.
A ci, którzy idą obok, zamiast podać wodę,
podają szyderstwo, fanatyzm, wyrachowanie.
Gaszą płomień wiary – bo łatwiej gasić niż rozpalać.

Ale tam, w najgłębszej pustce,
jedno maleńkie ziarnko –
kłuje serce jak cierń i nie pozwala zginąć.
Bo nawet pustynia ma swój kres,
a źródło czeka tuż za horyzontem.

Potem droga zmienia się w dżunglę.
Liany zwątpienia oplatają dłonie,
ciernie lęku kaleczą skórę,
a przewodnicy – ci, którym ufaliśmy –
gubią się w mroku własnych przekonań.

„Po co?” – pyta każdy krok.
Nie ma mapy, nie ma latarni,
a jednak serce bije w rytmie obietnicy,
której świat nie zdołał całkiem zagłuszyć.

I choć inni wybierają ścieżki łatwe –
brukowane sloganami,
wyłożone triumfami –
to droga płynąca łzami
prowadzi bliżej niż wszystkie ich skróty.

A kiedy już myślimy, że dalej nie ma nic –
pojawią się wyboje.
Kamienie, jakby rozrzucone ręką szydercy,
sprawdzają, kto się potknie, kto złamie kolano,
kto zawróci.

I znowu znajdą się ci,
którzy z uśmiechem wskażą rzekome skróty –
proste drogi do pustki,
proste recepty na zgubę.

Ale właśnie tam –
na wybojach, na kamieniach, w ciemności –
najgłośniej słychać cichy głos:
„Idź. Jeszcze jeden krok. Jeszcze jeden oddech.”

I nagle rozumiesz,
że droga nie jest przypadkiem.
Że wyboje, pustynia i dżungla
to nie porażki –
ale miejsca, gdzie dojrzewa serce.

Bo droga życia nie jest dekoracją –
jest próbą serca.
Nie dla tych, co szukają pałaców,
lecz dla tych, co nie boją się pyłu.

Bo zwycięstwo nie rodzi się w blasku,
ale w ciemności, w samotnym kroku,
w oddechu, który mówi: „Jeszcze”.

I kto przejdzie pustynię, dżunglę i wyboje,
ten zrozumie, że życie nie jest po to,
by wygrać aplauz, lecz by nie utracić duszy.