Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Wysoko unoszą głowy,
ponad ziemię, ponad twarze.
Idą, nie krokiem, lecz ucieczką,
jakby każdy oddech innego
mógł im odebrać powietrze.

Oczy zamknięte na światło,
serca zaciśnięte jak pięści.
Nie słychać w nich wołania,
bo uszy zakryte skorupą obojętności,
która tłumi każdy krzyk,
każde westchnienie cierpienia.

Człowiek obok –
to rana, której nie dotykają.
Omijają ją szerokim łukiem,
jakby obojętność była plastrem,
a zapomnienie – lekarstwem.

I tak idą –
ślepi, głusi, bez serca.
Budują miasta z betonu ciszy,
w których nawet echo
boi się odezwać.

A ziemia pod nimi pęka,
nie od ciężaru stóp,
lecz od pustki serc.