Nosimy zegarki, które liczą czas,
ale nie uczą, jak go wykorzystać.
Mamy konta pełne cyfr,
które nie grzeją w zimie
i nie przytulą w chorobie.
Ścigamy się o miejsca,
których nie zabierzemy ze sobą.
Wkładamy na plecy ciężary,
które przygniotą nas w grobie.
A jednak biegniemy – szybciej, szybciej!
Nikt nie pyta dokąd.
Nikt nie pyta po co.
Byleby mieć – i więcej, i jeszcze więcej.
A gdybyśmy stanęli?
Zobaczylibyśmy,
że droga, którą idziemy,
prowadzi w przepaść.
Nie w przyszłość – w pustkę.
I usłyszelibyśmy głos,
który mówił kiedyś:
„Gdzie jest twój skarb,
tam będzie i twoje serce”.
Ale nasze serca –
zamknięte w sejfach,
schowane pod kodem PIN,
przykute do konta bankowego.
I nie widzimy,
że złoto, które nas miało ocalić,
staje się łańcuchem,
który zaciśnie się na szyi.