Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Chcemy iść w dwa kierunki naraz.
Trzymać krzyż – i pięść.
Mieć wierność – i zdradę.
Być świętymi – i nietykalnymi grzesznikami.

Chcemy Boga, który błogosławi –
gdy robimy dobrze.
Ale też Boga, który przymyka oczy –
gdy robimy źle.
„To tylko raz” – mówimy o sobie.
„To hańba” – mówimy o innych.

Łamiemy przyrzeczenia,
jakby były z papieru.
Łatwo drą się w rękach,
łatwo wrzuca się je do ognia.
A cudze słabości
wieszamy na szubienicy,
publicznie, bez litości,
jakbyśmy nigdy sami nie upadli.

Tak rodzi się rozdwojenie:
na języku – modlitwa,
w sercu – cynizm.
W dłoni – różaniec,
a obok – pięść zaciśnięta.

Budujemy życie na ciastku,
które chcemy i zjeść, i mieć.
Ale ciastko zjedzone
zostawia tylko okruchy na sumieniu,
a okruchy kłują mocniej niż chleb.

I wtedy stajemy wobec prawdy,
że nie można służyć dwóm panom,
że nie można żyć w rozdwojeniu,
bo rozpadniemy się szybciej,
niż zdążymy wyznać:
„to nie ja, to oni”.