Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Mówimy głośno: „Trzeba być wiernym”.
Na kazaniach, na forach, w rozmowach przy stole.
Słowa płyną jak sztandary, jak manifesty –
a nocą sprzedajemy własne przysięgi,
tak tanio, że aż wstyd się targować.

Przysięga staje się plastrem cukru –
słodkim na języku,
rozpuszczonym w godzinę.
Nikt nie pamięta, że miała być wiecznością.

Żądamy od innych czystości,
choć sami tarzamy się w błocie.
Żądamy wierności,
choć zdradzamy, gdy tylko drzwi się zamkną.
Żądamy prawdy,
choć w ustach mamy sieć półprawd,
w sercu – wymówki,
a na dłoniach – atrament podpisów,
które już dawno unieważniliśmy.

Wystawiamy paragony na cudze winy,
a swoje – darujemy, wpisując w rubryce:
„okoliczności”, „trudny czas”, „nie zrozumieliście mnie”.

Chcemy zjeść ciastko i mieć ciastko.
Chcemy Boga, który wymaga – od innych.
Chcemy prawa, które osądza – sąsiada.
Chcemy jedności – pod warunkiem, że wszyscy
przestaną widzieć nasze podziały.

I dziwimy się, że ziemia drży od naszego fałszu,
że sumienia milkną,
a echo naszych ust brzmi jak obłuda.