Zakładamy twarze, które nie są nasze.
Mierzymy cudze ubrania,
wpychamy się w buty,
co kaleczą stopy.
Udajemy, że pasują,
choć w środku dusza krzyczy.
A potem patrzymy na innych –
nie oczami, lecz ramkami,
szufladami, etykietami.
Nie człowiek – tylko „ten”,
nie brat – lecz „inna kategoria”.
Stawiamy pieczęcie,
jakbyśmy mieli władzę nad sercem.
A w tym wszystkim –
uciekamy.
Od siebie, od prawdy,
od rany, która boli najbardziej.
Bo łatwiej zobaczyć drzazgę w oku brata,
niż własną bliznę w lustrze.
I tak gubimy się –
w rolach, w ocenach, w ucieczkach.
Człowiek, który nie zna siebie,
krzywdzi innych.
A człowiek, który nie umie przyjąć siebie,
nigdy nie przyjmie drugiego.