Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Nosząc szaty, do których nie ma prawa,
idzie jak król bez korony.
Mówi jak prorok,
choć jego głos dźwięczy próżnią.
Rozdziela winy – jak sędzia,
choć jego dłonie dawno już
upadły na ziemię przy złamanym słowie.

Pokazuje innym drzazgi,
a sam nie widzi belki,
która przebiła jego własne serce.
Wylicza błędy cudzych kroków,
a jego własne ścieżki –
ciągną ślad zdradzonych przyrzeczeń.

Zabrał to, co należało do ciszy,
i obrócił w hałas własnych pragnień.
Dotknął świętości,
ale nie po to, by ją chronić,
lecz by uczynić z niej lustro dla siebie.

A jednak wciąż modli się głośno,
wciąż powtarza słowa,
jakby liczba pacierzy
mogła przykryć brak wierności.
Jakby gorliwość w mowie
mogła uleczyć ranę,
której nie chce dotknąć światło.

Jest jak lustro, które odbija wszystko,
tylko nie własne oblicze.
Jak teatr, w którym role gra się na pamięć,
a maska jest cięższa od twarzy.

I biada mu –
bo nie ma nic bardziej tragicznego
niż człowiek, który uwierzył,
że fałsz uczyni prawdą,
a maska stanie się ciałem.