Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Widziałem, jak rodzi się nienawiść.
Nie w huku, nie w krzyku,
ale w cichym słowie: „On nie jest swój”.
W spojrzeniu, które omija,
w dłoni, która zamiast uścisku zaciska pięść.

Widziałem, jak rośnie –
w żarcie, co kłuje,
w komentarzu pełnym jadu,
w milczeniu, które udaje obojętność.

Nienawiść ma twarz codzienności.
Nie krzyczy od razu –
zaczyna od szeptu w kącie serca.
Podsuwa myśl: „Jestem lepszy”.
Szuka ofiary, na którą można wskazać palcem.

A potem już nie szepce – krzyczy.
Idzie ulicą w tłumie,
maluje transparenty,
zaciska pięści.

Nienawiść rodzi się we mnie i w tobie,
gdy wolimy mur niż most,
kiedy odwracamy wzrok,
kiedy nasze milczenie staje się zgodą.

I biada nam,
bo ziarno wzgardy wyrasta w drzewo gniewu,
a cień tego drzewa kładzie się na wszystkich.

Bo nienawiść zawsze zaczyna się w sercu.
A kończy – na krzyżu.

Na krzyżu wisi ten, co nie miał głosu.
Umiera niewinny,
aby inni mogli udawać sprawiedliwych.

To brat, którego nie obroniliśmy.
To siostra, którą wydaliśmy tłumowi.

A w nich – obecny jest Chrystus.
Za każdym razem.
Bo każdy krzyż, zbudowany z nienawiści,
jest powtórzoną Golgotą.