Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Wysokie okno pałacu –
tam się zamykamy.
Za szybą bezpieczni,
za murem odgrodzeni,
spoglądamy w dół,
nie jak bracia, lecz jak sędziowie.

Wydajemy wyroki:
Ten niech milczy –
bo modli się inaczej.
Tamten jest obcy –
bo chodzi do innego Kościoła.
Ten się nie nadaje –
bo mówi innym językiem.
Tamtego odrzucimy –
bo jego skóra zbyt ciemna.

Patrzymy powierzchownie.
Ocenimy za ubranie – bo niemodne.
Za samochód – bo za tani.
Za dom – bo ciasny.
Za konto – bo puste.
Za to, że ma,
i za to, że nie ma.

Ocenimy też serce,
choć nie znamy jego ran.
Łzy – nazwane przesadą.
Radość – oskarżona o fałsz.
Choroba – uznana za ciężar.
Bieda – za wstyd.

A wszystko po to,
by nie spojrzeć w głąb siebie.
By nie przyznać,
że w nas samych panuje pustka,
że to my jesteśmy ubodzy.

A przecież Chrystus nie sądził tak.
Siadał z tymi, których inni odrzucali.
Rozmawiał z tymi, których świat nie chciał słuchać.
Dotykał tych, do których nikt nie chciał się zbliżyć.

I biada nam,
jeśli staniemy przed Nim
z listą wyroków,
które wydaliśmy na braci.
Biada nam,
jeśli okaże się,
że w imię „czystości”
odrzuciliśmy Miłość.