Szczęścia szuka – szuka! – ślepy w światło biegnie,
oczy opasane, opatulone ciemnym płótnem.
Bandaż! – bandaż! – zawiązany na źrenicach,
a ręce rwą się ku złudom:
gwiazda z papieru, perła z plastiku, złoto, co rdzewieje.
„Mam! mam!” – krzyczy, lecz garść ma pustą.
„Widzę!” – woła, a mrok go pożera.
Kroki jak młoty – dudnią,
dudnią o dno pustki.
Serce spragnione, serce spalone –
dusza w popiele, dusza w kurzu.
Usta w cukrze, a wewnątrz gorycz, żółć, jad.
A Bóg? – Bliski, blask przy twarzy,
Światło źródło, Światło żywe,
czeka – cicho, cierpliwie,
aż człowiek rozedrze ciemność,
zrzuci bandaż,
i spojrzy – pierwszy raz, naprawdę –
na Tego, który patrzył na niego zawsze.