Siewca wyszedł – ręką szeroką, szczodrą,
rzucał ziarna jak gwiazdy w noc.
Jedno spadło na drogę –
ptaki szybkie, czarne, wydziobały głód.
Drugie padło na skałę –
wzeszło w słońcu, lecz korzeń – płytki,
ogień spalił, nic nie zostało.
Trzecie wpadło w ciernie –
ciernie urosły, oplotły, zdławiły.
Kwitło chwilę – lecz głos chwastów zagłuszył.
A inne – w ziemię dobrą,
ciszę głęboką, urodzajną.
Ziarno pękło – i życie wybuchło.
Sto za jedno, tysiąc za setkę,
żniwo jak morze falujące w słońcu.
Kto ma uszy – niech słucha.
Ziarno jest Słowem.
Ziemia jest sercem.
Owoc – twoim życiem.