Słowo przeciw słowu – ogień przeciw ogniu.
Dom drży, ściany słuchają.
Każdy krzyk – jak nóż w serce.
Każda odpowiedź – jak kamień w okno.
Jedno mówi: „Wygrałem!” –
ale twarz drugiego jest raną.
Drugie milczy: „Ustąpiłam” –
lecz w oczach pustka, zimna noc.
Kto wygrywa w walce serc?
Nikt. Nikt.
Bo rany dzielone bolą podwójnie,
a zwycięstwo nad współmałżonkiem
jest przegraną nad samym sobą.
Miłość nie rośnie w hałasie,
nie kwitnie w gniewie.
Korzeń miłości pije z cierpliwości,
z przebaczenia, ze słów cichych.
Ostrzegam was, serca związane:
łatwo spalić, trudniej zbudować.
Łatwo krzyczeć, trudniej wysłuchać.
Łatwo zwyciężyć w sporze,
a zgubić siebie nawzajem.
Niech dom wasz będzie ogrodem,
nie polem bitwy.
Niech język niesie błogosławieństwo,
nie przekleństwo.
Niech miłość będzie silniejsza
niż każda kłótnia.