„Sam wystarczę!” – woła człowiek.
Idzie w mrok, kijem uderza w powietrze,
ściany nie widzi, światła nie zna.
Mówią mu: „Kościół zbędny, wspólnota zbędna,
ja i Bóg – reszta niepotrzebna”.
A on – ślepiec w pustym domu,
przekonany, że mieszka w pałacu.
„My mamy prawdę, oni błądzą.
My czyści, oni brudni.
My lepsi, oni gorsi”.
I tak rodzi się mur z cegieł pychy.
Ale Bóg nie jest samotnością,
Bóg jest wspólnotą – Ojciec, Syn i Duch.
Nie odnajdziesz Go w lustrze własnych myśli,
ani w religii zamkniętej na klucz.
Chrystus przychodzi w bracie i siostrze,
w zgromadzeniu łamie chleb i daje życie.
Kto odrzuca innych, odrzuca Jego Ciało.
Kto mówi: „Ja sam”,
szuka boga ze snu –
a nie Żywego, Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.