Słyszałem krzyk –
nie ptaka, nie burzy,
ale ziemi,
co pęka jak serce rozrywane gwoździem.
Krzyczały rzeki –
wyschnięte, zatrute.
Krzyczały pola –
ziarno w proch zmielone.
Krzyczały ulice –
dzieci bez spojrzenia,
starcy bez imienia.
To nie był jęk –
to był wyrok.
To nie była łza –
to była syrena przed końcem.
Ziemia wołała jak prorok:
„Człowieku, opamiętaj się!
Twój brat ginie,
a ty śpisz.
Twoje ręce budują miasta,
a w twoim sercu – ruina.
Twoje oczy w ekranach,
a Ja pytam: Gdzie jest twój brat?”
Ostatni krzyk ziemi
jest jeszcze słyszalny.
Ale cisza nadchodzi –
cisza bez powrotu.
Jeśli nie odpowiesz dziś,
jutro nie będzie już pytać.