Woła – a cisza odpowiada.
Idzie – a droga się rozdwaja.
Pyta – a kamienie milczą.
Serce bije jak młot,
a jednak ściana nie pęka.
Szukający –
w świątyniach pustych,
w słowach zimnych,
w ludziach, co mówią wiele,
a nie kochają.
Gubi się w znakach,
w gestach, w pozorach,
w obrzędach bez ognia.
A dusza płonie pytaniem:
„Gdzie jesteś?”
I przychodzi noc – długa,
jakby nigdy miała się nie skończyć.
Ciemność dusi,
cisza dławi,
nadzieja krwawi.
Ale w głębi – szept.
Nie z zewnątrz, lecz z wnętrza.
Nie hałas, lecz iskra.
„Nie szukaj daleko.
Ja jestem.”
I wtedy człowiek wie –
że szukał całe życie,
a znalazł w sercu,
gdzie Bóg czekał
cierpliwszy niż on sam.