Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Wołanie rosło jak fala,
niosło się ulicą,
pękało w powietrzu jak piorun.
Tłum krzyczał: „Hosanna!”,
a faryzeusze syczeli spod warg:
„Ucisz ich.
Za głośno.
Za niebezpiecznie.
To burzy nasz spokój.”

A Jezus odrzekł:
„Jeśli oni ucichną,
kamienie krzyczeć będą.” (Łk 19,40)

A dziś?
To my jesteśmy tymi uciszonymi.
Usta pełne pobożnych fraz,
serca – puste jak groby.
Na procesjach głośni,
w codzienności niemi.

Śpiewamy, gdy nie boli,
milczymy, gdy trzeba wyznać prawdę.
Usta poruszają się w modlitwie,
ale ręce pozostają w kieszeniach.
Klękamy w ławkach,
ale serce stoi twardo jak mur.
Chętnie świętujemy w kręgu swoich,
ale trudno nam stanąć samym,
gdy tłum odwraca głowę.

A jeśli my będziemy milczeć –
kamienie przemówią.
One nie znają strachu,
nie kalkulują.
Nie zawstydzą się Ewangelii.

Biada nam –
uczniom w imieniu,
a nie w czynie.
Jeśli skały będą wierniejsze,
jeśli głazy będą głośniejsze,
jeśli ziemia da świadectwo,
a my nie.

I przyjdzie dzień,
gdy echo kamieni
przykryje nasze wygodne milczenie,
a ich głos – twardy i prawdziwy –
będzie świadczył
przeciwko nam.