Nie bądź obojętny.
Bo obojętność zabija szybciej niż nóż,
ciszej niż trucizna,
pewniej niż kłamstwo.
Nie odwracaj oczu od dziecka,
które płacze w ciemności.
Nie mijaj starca,
który czeka na słowo, a słyszy ciszę.
Nie przechodź obok chorego,
który wyciąga rękę, a widzi tylko plecy.
Nie usprawiedliwiaj niesprawiedliwości,
która krzyczy z sal sądowych i z ekranów.
Nie lekceważ ubogich,
którzy szukają chleba w twoim koszu.
Nie zamykaj drzwi przed przybyszem,
który uciekł przed śmiercią
i znalazł twoje granice.
Nie rozcieńczaj prawdy,
by była wygodniejsza.
Nie słuchaj Ewangelii jak muzyki,
która koi uszy,
a nie rozpala serca.
Nie zostawiaj samotnych przy pustym stole.
Nie uciszaj skrzywdzonych,
bo ich krzyk psuje twój spokój.
Nie zagłuszaj płaczu ziemi,
rabowanej dla chciwości.
Nie ignoruj łez kobiet,
które tracą dzieci.
Nie bagatelizuj mężczyzn,
którzy duszą ból za maską.
Nie lekceważ młodych,
którzy odchodzą,
bo nie widzą w nas światła.
Nie zasłaniaj Kościoła,
który rani, gdy miał leczyć.
Nie wyśmiewaj proroków,
bo ich słowo tnie głębiej niż miecz.
Nie zdradzaj samego siebie,
bo twoje serce
może umrzeć w ciszy.
Obojętność zawsze znajdzie wymówkę.
Zawsze znajdzie twarz,
na którą nie spojrzysz.
Zawsze znajdzie ranę,
której nie dotkniesz.
Ale Ewangelia mówi jasno:
„Byłem głodny i nie daliście Mi jeść.
Byłem spragniony i nie daliście Mi pić.
Byłem przybyszem i nie przyjęliście Mnie.
Byłem nagi i nie przyodzialiście Mnie.
Byłem chory i w więzieniu i nie odwiedziliście Mnie.” (Mt 25,42-43)
I wtedy zapytasz: Panie, kiedy?
A On odpowie:
Za każdym razem,
gdy odwróciłeś wzrok od najmniejszego.
Nie bądź obojętny.
Bo obojętność jest zdradą.
Bo milczenie ucznia
bywa głośniejsze niż krzyk kamieni.