Przejdź do głównej treści

Zamyślnik

... odsłon

Słyszałem płacz Kościoła, jęk wzdłuż korytarzy wieków,
jak echo betlejemskich matek, jak lament Syjonu.
Jego szata, ta sama bez szwu tkana,
teraz rozdarta rękami braci.

Nad rzeką Babilonu siedzimy, śpiewając pieśni,
lecz każda w inną stronę, w innym języku,
jakby Duch, co zstąpił w płomieniach,
rozszedł się w popiół zamiast w ogień.

Gdzież jest Miłość, pytam.
Czyż nie miłość spajała kości Ciała.
Czyż nie krew jednego Baranka wypełniła kielichy.
A teraz kielichy stoją puste,
a my pijemy z naczyń podziału,
gorzkich jak sól, twardych jak żelazo.

Bracie, siostro, patrzysz na mnie jak na wroga,
choć ten sam Chleb łamie się w moich dłoniach,
choć ta sama rana w boku Pana
otwiera się dla nas obojga.

Czy nie słyszysz Jego głosu:
„Kto gromadzi ze Mną, niechaj nie rozprasza”.
A my rozproszeni, a my rozdrapani,
jak łany, które wiatr rozdzielił w pustce.