Nie zawsze trzeba mówić.
Nie zawsze trzeba mieć radę.
Nie zawsze trzeba dźwigać świat.
Czasem wystarczy być.
Usiąść obok – w milczeniu.
Podać kubek wody.
Wysłuchać bez przerywania.
Znieść ciszę, która boli,
i nie uciec.
Nie zawsze trzeba mieć odpowiedzi.
Nie zawsze trzeba wiedzieć, co dalej.
Nie zawsze trzeba układać sens.
Czasem wystarczy być.
Przy łóżku chorego.
Na krześle w pustym pokoju.
W kościele, gdzie ktoś modli się w ciemności.
Na progu domu, który pęka od kłótni.
Być – nie jak cień,
ale jak światło świecy.
Być – nie po to, by zasłaniać,
ale by towarzyszyć.
Chrystus też „był” –
z uczniami zmęczonymi,
z dziećmi, które przychodziły,
z grzesznikami, których nie unikał.
Nie zawsze trzeba czynić wielkie rzeczy.
Czasem największym czynem
jest obecność.
Wystarczy być –
i to może uratować serce,
które nie wytrzymałoby samotności.