Odcięci
Korzenie
Każde drzewo zaczyna umierać od miejsca, którego nie widać.
Nie od gałęzi. Nie od liści. Nie od zewnętrznego piękna, które jeszcze przez pewien czas może sprawiać wrażenie życia. Najpierw umiera korzeń. Dopiero później to, co było ukryte głęboko pod ziemią, zaczyna objawiać się na powierzchni. Liście tracą kolor, gałęzie stają się kruche, a to, co wydawało się silne, okazuje się pozbawione źródła.
Podobnie dzieje się z człowiekiem. Podobnie dzieje się ze wspólnotami, narodami i cywilizacjami. Największe przemiany rzadko zaczynają się od wielkich wydarzeń widocznych dla wszystkich. Zaczynają się dużo wcześniej, w przestrzeni ducha, w sposobie myślenia, w tym, co człowiek pamięta i o czym postanawia zapomnieć.
Każda kultura potrzebuje pamięci. Nie po to, aby pozostać zamknięta w przeszłości. Nie po to, aby lękać się przyszłości. Pamięć nie jest więzieniem, ale fundamentem. Dom nie istnieje dlatego, że ma ściany, okna i dach. Istnieje dlatego, że został zbudowany na czymś, co utrzymuje całą konstrukcję.
Chrystus powiedział:
„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale”
(Mt 7,24).
Problem naszych czasów nie polega jedynie na tym, że zmienia się świat. Świat zawsze się zmieniał. Każde pokolenie spotykało nowe pytania, nowe wyzwania i nowe granice poznania. Chrześcijaństwo nigdy nie było wezwaniem do ucieczki przed historią. Przeciwnie, od początku wchodziło w historię człowieka, spotykało różne kultury i prowadziło z nimi dialog.
Pytanie jest jednak inne.
Czy można budować przyszłość, odrzucając wszystko, z czego się wyrosło?
Europa nie narodziła się w pustce. Jej duchowy i intelektualny krajobraz kształtowały różne źródła: myśl grecka ucząca poszukiwania prawdy, prawo rzymskie budujące pojęcie sprawiedliwości, dziedzictwo biblijne ukazujące człowieka stworzonego na obraz Boga oraz chrześcijaństwo, które przez wieki przypominało, że wartość osoby ludzkiej nie pochodzi z jej siły, zdrowia, pozycji społecznej czy użyteczności.
Można z własną historią dyskutować. Można ją badać, oczyszczać, przyznawać się do błędów i wyciągać wnioski. Dojrzała pamięć nigdy nie jest bezkrytycznym zachwytem nad przeszłością. Jednak istnieje ogromna różnica między oczyszczeniem pamięci a jej odrzuceniem.
Człowiek, który zna swoje korzenie, może spotkać drugiego bez lęku. Człowiek, który ich nie zna, każde spotkanie zaczyna traktować albo jako zagrożenie, albo jako okazję do porzucenia samego siebie.
Dlatego największym pytaniem współczesności nie jest pytanie o to, czy różne kultury mogą ze sobą rozmawiać. Mogą i przez wieki to robiły. Historia ludzkości jest historią spotkań, wymiany myśli i wzajemnego poznawania. Prawdziwe pytanie brzmi: co przynosi do tego spotkania człowiek, który sam już nie wie, kim jest?
Bo jeżeli ktoś zapomina własny język duchowy, zaczyna powtarzać cudze słowa bez zrozumienia. Jeżeli traci własną tożsamość, każda nowa idea wydaje się lepsza tylko dlatego, że jest nowa.
Nowość jednak nie zawsze oznacza prawdę.
Historia wielokrotnie pokazała, że człowiek potrafi nadać piękne nazwy rzeczom, które później prowadziły do cierpienia. Potrafił mówić o postępie, zapominając o człowieku. Potrafił mówić o wolności, tworząc nowe formy zniewolenia. Potrafił mówić o przyszłości, niszcząc fundamenty, bez których przyszłość nie mogła przetrwać.
To nie jest tylko problem świata.
To jest również pytanie skierowane do Kościoła.
Bo Kościół także może zapomnieć.
Może posiadać budynki, struktury, dokumenty i tradycje, a jednocześnie utracić żywą pamięć Ewangelii. Może bronić swojej historii, a zapomnieć o Chrystusie. Może mówić o prawdzie bez miłości albo o miłości bez prawdy. W obu przypadkach przestaje być znakiem Tego, który go powołał.
Chrystus nie powiedział swoim uczniom: zachowajcie instytucję.
Powiedział:
„Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić?”
(Mt 5,13).
To jedno z najbardziej wymagających pytań Ewangelii. Bo sól może nadal wyglądać jak sól. Może zachować zewnętrzną formę, a jednak utracić to, co było jej istotą.
Tak samo może stać się z człowiekiem i z cywilizacją.
Można zachować nazwy, miejsca, symbole i wspomnienia, ale utracić ducha, który nadawał im znaczenie.
Przyszłość nie będzie należała do tych, którzy zapomnieli wszystko, co było przed nimi. Nie będzie też należała do tych, którzy boją się każdego nowego pytania. Przyszłość będzie należała do tych, którzy potrafią iść naprzód, pamiętając skąd wyszli.
Drzewo nie wybiera między korzeniami a wzrostem.
Potrzebuje jednego i drugiego.
Korzenie bez nowych gałęzi stają się tylko wspomnieniem tego, co było.
Ale gałęzie bez korzeni wcześniej czy później usychają.
Dlatego jednym z najważniejszych pytań naszych czasów nie jest pytanie, jak bardzo zmieni się świat.
Świat będzie się zmieniał.
Pytanie brzmi:
czy człowiek, który będzie żył w tym zmienionym świecie, będzie jeszcze pamiętał, kim jest?

Autor bloga „Myśli”. Teksty, refleksje i komentarze poświęcone duchowości, modlitwie, życiu Kościoła oraz doświadczeniu człowieka wierzącego.